Głodówka. Niby radośnie. Ale jakoś tak pusto mi... bynajmniej nie w żołądku. Jutro jadę odwiedzić P. (gdyby ktoś nie widział - właścicielkę tych cudnych, chudych nóg kilka postów niżej i moją przyjaciółkę), bo jest biedaczka w szpitalu. Niby ma chore serce, ale wypuścić jej nie chcą, bo za chuda. Co za ironia, prawda? Zdenerwowała się strasznie, ale w sumie to jej się nie dziwię. Przez ostatnie dni dzwoniłam do niej codziennie, a jutro wreszcie się wybiorę. zapakuję jej paczkę ciastek, kilka jabłek, książki, o które prosiła no i zabiorę laptop. Będziemy razem oglądać film, a na sali nie ma DVD, wiec komputer musi wystarczyć. Wypisują ją w czwartek. Nie dziwię się, że biedaczka wariuje... W czwartek idę na zakupy, bo połowa moich rzeczy jest ekstremalnie stara i ze mnie spada (zwłaszcza spodnie), a zresztą mam ogromną potrzebę coś w sobie zmienić. Dokumentnie i całkowicie. A poza tym, to zapomniałam chyba wspomnieć, że od dziś do piątku włącznie planuję głodówkę. Jeśli nie będę mogła wytrzymać - zjem jabłko. O. Idealny plan. Trzymajcie się, kochani!
wtorek, 30 kwietnia 2013
Pusto w brzuchu, radośnie w sercu?
Głodówka. Niby radośnie. Ale jakoś tak pusto mi... bynajmniej nie w żołądku. Jutro jadę odwiedzić P. (gdyby ktoś nie widział - właścicielkę tych cudnych, chudych nóg kilka postów niżej i moją przyjaciółkę), bo jest biedaczka w szpitalu. Niby ma chore serce, ale wypuścić jej nie chcą, bo za chuda. Co za ironia, prawda? Zdenerwowała się strasznie, ale w sumie to jej się nie dziwię. Przez ostatnie dni dzwoniłam do niej codziennie, a jutro wreszcie się wybiorę. zapakuję jej paczkę ciastek, kilka jabłek, książki, o które prosiła no i zabiorę laptop. Będziemy razem oglądać film, a na sali nie ma DVD, wiec komputer musi wystarczyć. Wypisują ją w czwartek. Nie dziwię się, że biedaczka wariuje... W czwartek idę na zakupy, bo połowa moich rzeczy jest ekstremalnie stara i ze mnie spada (zwłaszcza spodnie), a zresztą mam ogromną potrzebę coś w sobie zmienić. Dokumentnie i całkowicie. A poza tym, to zapomniałam chyba wspomnieć, że od dziś do piątku włącznie planuję głodówkę. Jeśli nie będę mogła wytrzymać - zjem jabłko. O. Idealny plan. Trzymajcie się, kochani!
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Dreptanie w błędnym kole.
Przed chwilą wróciłam z łazienki. Rzygałam. Po raz pierwszy w życiu. W zeszłe wakacje trzy razy próbowałam prowokować wymioty, ale mi się nie udawało... Teraz się udało. Niestety. Lody z Nutellą poleciały z mojego nieszczęśliwego żołądka wprost do kanalizacji. Nie wiem tylko, czy cieszyć się, czy płakać... Mama wyszła na zakupy. Ojciec w pracy. Pusty dom. Spojrzałam na resztki Nutelli w słoiku. Wyjęłam niedokończone lody. Zjadłam. Potem panika. Nagła, niekontrolowana panika. "Boże... Co ja zrobiłam? Co ja najlepszego zrobiłam?!" Bieg do łazienki. Wypijam duszkiem kubek herbaty, potem jeszcze trochę wody, robię skłony... Owijam palce folią do kanapek, drażnię gardło... I ulga. Ulga, a jednocześnie to okropne uczucie zniżenia się do poziomu, do którego zniżyć się nigdy nie chciałam... Przepraszam, jeśli ktoś odebrał to obraźliwie - nie dyskryminuję osób, które wymiotują - moja przyjaciółka się z tym zmaga, ale po prostu... Nigdy nie chciałam tego robić. Chryste, co się ze mną dzieje... Nic już nie zjem. Nie mogę. Jakie to szczęście, że od środy do piątku zostaję sama w domu. Nie będę jeść. Nie będę!
Bilans:
- serek wiejski Pilos 100g (97 kcal)
- kromka chrupkiego (20 kcal)
- lody i Nutella, które poszły w cholerę
razem: 117 kcal
Bilans:
- serek wiejski Pilos 100g (97 kcal)
- kromka chrupkiego (20 kcal)
razem: 117 kcal
środa, 24 kwietnia 2013
Egzaminy.
Ech. Żyję, kochani! Żyję... a to najlepsze, co mogę powiedzieć. Wrażenia? Może być. Wstyd mi z powodu pomieszania historii, ale cała reszta ujdzie. ;) Wczoraj żarłam czekoladę jak niemądra, ale dziś to odpracowałam. Jutro znajomi wyciągają mnie na sushi. Szczęśliwie jest ono zdrowe, więc nie martwię się nim zbytnio. Nigdy nie jem więcej niż 6 malutkich krążków nori, a to i tak lepsze niż pizza (która była ich pierwszym pomysłem). Skoda tylko, że w głowie mi się kręci, ale to może być ze stresu. Pół dnia walczyłam też z mdłościami i dreszczami, ale jakoś udało mi się skończyć egzamin, a to najważniejsze. Jeszcze tylko angielski i wolność!
Dzisiejszy bilans:
- domowy pasztecik z mięsem (140 kcal)
- 1/2 paczuszki suszonych jabłek z cynamonem (36 kcal)
razem: 176 kcal
Dzisiejszy bilans:
- domowy pasztecik z mięsem (140 kcal)
- 1/2 paczuszki suszonych jabłek z cynamonem (36 kcal)
razem: 176 kcal
piątek, 19 kwietnia 2013
Dzień głodówki z Sudafedem.
Dzisiaj nie zjadłam nic. Skoro wczoraj się objadłam, trzeba odpokutować, czyż nie? Rano wzięłam 3 tabletki Sudafedu i popiłam dużym kubkiem mocnej kawy. Po raz pierwszy stosowałam tę metodę na zabicie głodu i powiem Wam jedno... działa! Jak cholera! W ogóle nie czuję głodu - jakby ktoś wyłączył mi w mózgu tę naturalną potrzebę. Świetne uczucie. Tylko trochę się czułam jak po wielkiej dawne energetyków i widziałam wszystko wyraźniej niż normalnie... no i trochę więcej się pociłam, na przemian z dreszczami,a le przeszło mi to po pierwszej godzinie. Ten dzień zaliczam do udanych. Zdecydowanie! A na wklejonym zdjęciu są śliczne nogi mojej przyjaciółki. Ach, jak ja jej ich zazdroszczę!
środa, 17 kwietnia 2013
Łzy i mdłości...
Nażarłam się. Niby 1000 kcal, ale ja czuję, że zeżarłam niewyobrażalne ilości jedzenia. Chce mi się rzygać. Nie mogę... Nie mam jak. Rodzice będą wiedzieć. Chce mi się płakać... Dlaczego ja to wciąż sobie robię? Najpierw żrę, potem się tnę i obiecuję poprawę, ale jest jak na spowiedzi - obiecujesz, ale i tak nic nie zmieniasz. Wciąż mówisz te same grzechy. I tak samo jest teraz ze mną. Mdli mnie, chcę krzyczeć i płakać. Boli mnie głowa, jestem zmęczona... Nie mam na nic siły. Spojrzenia ludzi w autobusie wydają mi się teraz tak bardzo krytyczne... Po egzaminach wezmę się w garść. Po raz kolejny. Teraz stres mnie opanowuje, a na dodatek mam okres. Wiem, to żadne wytłumaczenie, ale... Ale jakieś zawsze. Najgorsze jest to, że wypiłam wszystkie ziółka na przeczyszczenie... Boże, tak bardzo chcę wyrzygać te kanapki... Niech to wszystko szlag trafi i jasna cholera! A mnie w szczególności...
wtorek, 16 kwietnia 2013
Nie lubię słońca.
Nie lubię i już. Wyszło za wcześnie zza chmur. Ono wyszło, a ja wciąż niegodna pokazania się w wiosennych rzeczach na ulicy... Ech... Na dodatek mam zachwiania silnej woli. I za dużo nauki. Oj, za dużo...
Bilans:
- owsianka Activia (163 kcal)
- jabłko (80 kcal)
- zupa kalafiorowa (100 kcal)
- kęs drożdżówki (50 kcal)
razem: 293 kcal + godz. wf w szkole
Bilans:
- owsianka Activia (163 kcal)
- jabłko (80 kcal)
- zupa kalafiorowa (100 kcal)
- kęs drożdżówki (50 kcal)
razem: 293 kcal + godz. wf w szkole
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Lepiej...
Trzymam się. Jakoś. Małe spięcia z rodzicami, ale dam sobie radę! Uznałam, że skoro za tydzień egzaminy... nie powinnam się aż tak katować dietami, bo nie będę mogła myśleć. Mimo wszystko, nie potrafię jakoś więcej jeść z premedytacją... Dzisiaj 300 kcal. Chyba więcej nie będzie. Moje plany nigdy nie wychodzą. Tak już jest. Trudno. To tylko (i aż) egzamin gimnazjalny. Uda się... Przecież musi. Bilans:
- 3 ciastka owsiane Tago (220 kcal)
- średnie jabłko (80 kcal)
razem: 300 kcal
- 3 ciastka owsiane Tago (220 kcal)
- średnie jabłko (80 kcal)
razem: 300 kcal
czwartek, 11 kwietnia 2013
I znów potknięcie...
Ech. Słaba jestem. Cholernie. Zjadłam pół chudziutkiego omleta poza bilansem... Jestem wściekła na siebie... a z drugiej strony myślę, że kiedy podejdę to tego spokojniej, lepiej się to dla mnie skończy. Bez cięcia i tym podobnych... Zasadą mojej diety jest odjęcie nadwyżki kalorii z limitu dnia następnego. Jutro miałam mieć 450 kcal, czyli będzie max 247 kcal. No, załóżmy, że 240. Chyba zjem tylko owsiankę na śniadanie... Ewentualnie do niej kubek kawy. I tyle. Człowiek nawet na prostej drodze się często potyka z własnej głupoty, ale grunt to się prędko pozbierać i iść dalej. Gdybyśmy po upadku leżeli na ziemi, szlochając, nie doszlibyśmy nigdzie. Dam radę. Wiem, że dam. Przyrzekam...
Bilans:
- owsianka Kupiec (193 kcal)
- jabłko (70 kcal)
- kasza kuskus 50g (180 kcal)
- 1/2 paczki warzyw na patelnię (110 kcal)
- 1/2 chudego omleta (150 kcal)
razem: 703 kcal / 500 kcal - dzień niezaliczony
środa, 10 kwietnia 2013
Just keep going on.
No i jadę dalej. Jest bardzo dobrze. Przez dwa dni diety schudłam 1 kg! Nie spodziewałam się, że aż tak szybko pójdzie :)
Bilans:
- banan (170 kcal)
- 1/2 jabłka (32 kcal)
- pasztecik z mięsem 40g (138 kcal)
- niepełna szklanka czerwonego barszczu (40 kcal)
- kubek czarnej kawy (5 kcal)
razem: 385 kcal / 400 kcal + 40 min. treningu z Chodakowską (będzie)
Bilans:
- banan (170 kcal)
- 1/2 jabłka (32 kcal)
- pasztecik z mięsem 40g (138 kcal)
- niepełna szklanka czerwonego barszczu (40 kcal)
- kubek czarnej kawy (5 kcal)
razem: 385 kcal / 400 kcal + 40 min. treningu z Chodakowską (będzie)
wtorek, 9 kwietnia 2013
Wpis pozytywny?
No, może niezupełnie. Mnie nie stać na bycie tak całkowicie pozytywną, ale jestem z siebie dumna. Z tego, jak dużą motywację w sobie odnalazłam... Pozbywam się jedzenia tak jak niegdyś - bez mrugnięcie okiem. Ot, kolejne zbędne kalorie lądują w koszu. Ojej... *sarkazm* Wypijam za to hektolitry herbaty i wody. Na kawę nie mam ochoty, choć padam z nóg. To nieco dziwne, ale cóż... Najważniejsze, że jako tako jest. Poza tym... odczuwam zaniżony poziom zainteresowania moja osobą. Podsumuję to swym słynnym powiedzeniem: "Bywa"... No bywa.
Bilans:
- serek biały Turek 40 g + 1 rzodkiewka (110 kcal)
- niepełna szklanka barszczu czerwonego (40 kcal)
- domowy pasztecik z mięsem drobiowym (138 kcal)
razem: 288 kcal / 300 kcal
Bilans:
- serek biały Turek 40 g + 1 rzodkiewka (110 kcal)
- niepełna szklanka barszczu czerwonego (40 kcal)
- domowy pasztecik z mięsem drobiowym (138 kcal)
razem: 288 kcal / 300 kcal
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Back to the start.
Zaczynam raz jeszcze. Z czystą kartą. Z wagą wyjściową 57 kg. Może nie jest najpiękniej ale będzie... Jestem od dziś na diecie Ana Skinny Succes. Mam nadzieję, że tym razem motywacja (i Ana) będą działać na mnie z podwójną siłą.
Bilans:
- kromka chleba graham + 2 łyżeczki dżemu wiśniowego (121 kcal)
- średnie jabłko (80 kcal)
- miseczka zupy pomidorowej z ryżem (160 kcal)
razem: 361 kcal / 400 kcal
ćwiczenia: 45 min. aerobic + stretching
środa, 3 kwietnia 2013
Jabłkowy detoks po raz wtóry.
I znów detoks. I tabletki na odchudzanie. Cokolwiek one dają... Nevermind. Zimno mi. Głowa mnie boli. Czy mówiłam już, że zimno...? Mówiłam. Ech, już tylko dwa tygodnie do egzaminów... Znowu stres. A ja nic nie umiem. Prawie... I na dodatek nadal gruba. No, ślicznie. Cudownie wprost. Dziś ile kcal? Jem piąte jabłko. Miały różne wielkości, ale ogółem te pierwsze trzy były ciut większe, więc daję im po 80 kcal. Reszta 60. Razem 360 kcal. Może zjem potem jeszcze jedno - nie wiem. Zobaczymy. Ach, zapomniałabym! Upieczone wczoraj babeczki kakaowe z kremem bananowym wzięłam do szkoły. Wszystkie posły w mgnieniu oka. Nie tknęłam żadnej. Może znów jestem na dobrej drodze? Może... Trzymajcie się, kochani! Chudości!
wtorek, 2 kwietnia 2013
Zamknąć oczy. Jutro rzeczywistość...
"Nie oceniaj ludzi po zachowaniu w tłumie. Poczekaj aż zobaczysz jacy są w chwili gdy robi się późno i cicho."
Zamykam oczy. Słyszę muzykę. Nie słyszę myśli. Nie ma ich. Jak cudownie... Mnie też jakby przez chwilę nie ma. Uśmiecham się. Ból w mięśniach przypomina o wysiłku, który wkładam w przemienienie tłuszczowego kokonu w lekkie ciało motyla. Czerwona herbata w kubku stygnie. Jestem, a jakby mnie nie ma. Spaliłam 400 kcal. Zjadłam blisko 700 kcal. Rzeczywistych kalorii wychodzi coś koło 300. Nieźle. Mam zamiar coś upiec dla przyjaciół. Mam zamiar zapalić znicz pod pomnikiem Jana Pawła II - dziś rocznica jego śmierci. Mam zamiar zrobić kilka dobrych rzeczy. Przez chwilę nie myśleć o sobie... A jutro znowu po-świąteczna rzeczywistość...
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Śnieg. I coś innego.
Wczoraj wycięłam sobie śnieżynkę... żyletką na prawym udzie. Do tej pory prawe było czyste... Było. Za dużo czasu spędzam zamknięta w pokoju. Tylko jeden człowiek o mnie pamięta. Jednemu zależy. Właściwie jednej... Chyba. Nie wiem. Może znowu się mylę. Może znowu wchodzę w ten niebezpieczny etap egzaltacji i zarzucania uczuciami kogoś, kto być może przez przypadek mnie polubił, trochę do mnie upodobnił, a teraz nie ma zbyt wielu innych przyjaciół... Może. Nie wiem. Ja nic nie wiem. Głupia jestem. Żrę, śpię i zadręczam się głupią nadzieją. Super. Idealny przepis na święta... Niech mnie ktoś walnie w łeb, błagam... I to mocno. Dla ukojenia nerwów godzina treningu z Chodakowską, a jutro znów jabłkowy detoks.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





