wtorek, 27 sierpnia 2013

Głupi ma szczęście ;)

Nie uwierzycie, co się okazało... Moja waga była zepsuta! To dlatego pokazywała mi ostatnio ponad 60 kg, zamiast 56 - bo tyle naprawdę teraz ważę. Mojej mamie (która jest bardzo szczupła) też pokazywało ogromne liczby, aż sama zaczęła się, biedaczka, odchudzać. Nawet nie wiecie, jak mi ulżyło, kiedy zważyłam się na nowo, już niemalże z zamkniętymi ze strachu oczami, a tam... waga niewiele większa niż była ostatnio! Teraz przynajmniej wiem, że od mojego zaliczanego już raz celu - 54 kg dzielą mnie zaledwie (lub aż) 2 kg, a nie milion pięćset sto dziewięćset. ;) Z tej radości planuję dziś i jutro głodówkę, bo mama dłużej w pracy, więc można uniknąć śniadania i obiadu może też... Z kolacją najłatwiej - okruszki na talerz i już. Po kolacji. Dzisiaj też umówiłam się z P. na wypad nad wodę. Weźmiemy jakiś koc, colę light i posiedzimy sobie, wykorzystując ostatnie dni wakacji. Podsumowując... głupi to jednak ma szczęście. Trzymajcie się i dzięki ogromne za Wasze wsparcie! Kocham Was. :*
EDIT Rodzice kazali mi zjeść obiad... Ale trudno... W roku szkolnym będzie łatwiej - mniej czasu i więcej stresu. Uda się. Musi. Od 1 września ABC po raz kolejny.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Nie chcę już opieprzu. Zabijcie mnie.

Zabijcie mnie, błagam! Dzisiaj po wejściu na wagę się popłakałam... Zamiast chudnąć - tyję. I gówno z mojego dobrego wrażenia w liceum. Mam niby jeszcze kilka dni... Ale co ja zmienię w kilka dni? Niewiele. Ale muszę się postarać... Tak strasznie chce mi się ciąć... Ale nie wolno.. Obiecałam.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Opieprzcie mnie, błagam!

Potrzebuję takiego opieprzu, żebym się nie pozbierała! A raczej... właśnie żebym się pozbierała do kupy, bo cholera, się zapominam coraz bardziej... Jak można przytyć 3kg, kiedy chciało się schudnąć?! No jak, kurwa mać...?! Chce mi się krzyczeć i płakać jednocześnie... Na dodatek brat do mnie pisał... Okazało się, że w dużej mierze przeze mnie pokłócił się z dziewczyną... A wiem, ile ona dla niego znaczy. I wiem, ajk cholernie głupia jestem i niemyśląca... Żal mi siebie. Naprawdę. Żal i wstyd przed Wami. Zawiodłam. Znowu. Może na zawsze...? Nie wiem. Może moją karą ma być bycie grubą? To chyba najgorsza z kar... Ale zasłużyłam. Tylko, że z drugiej strony czuję, że nie chcę się poddawać... Może to okrutne, ale jakoś nie potrafię przyjąć do wiadomości tak zupełnie, że się komuś podobam... No nie daję rady... Co ze mną nie tak? No co...?


wtorek, 13 sierpnia 2013

Wind of change...

The future's in the air
I can feel it everywhere
I'm blowing with the wind of change.

Dziś post wyjątkowo nie do końca o jedzeniu... Raczej o tym, jak bardzo wydaje mi się niemożliwe to, że dla kogoś moje ciało może być... atrakcyjne. Jak? No jak? Jest to dla mnie tak absurdalne, a jednocześnie... jednocześnie się z tego cieszę. Dla Kogoś jestem kimś. Dla Kogoś jestem wszystkim. A wiecie, co jest najpiękniejsze? Że ten Ktoś widział moje blizny na udach... Dotykał ich z czułością, jakiej nie doświadczyłam nigdy wcześniej... Nie odrzucił mnie z tego powodu... Że dotykał mnie całej, ale tylko tam, gdzie chciałam. Nie zmuszał mnie do niczego. Rozumiał, jak mi ciężko pokazać się komuś... pokazać swoje ciało, którego nienawidzę... Pozwolić się dotykać... Prowadziłam ze sobą wewnętrzną walkę i wciąż muszę zwalczać wstyd i odrazę do siebie, ale myślę, że idę w dobrym kierunku. Jedyne, co mnie męczy to obietnica, jaką złożyłam... Obiecałam, że już nigdy nie będę jeść poniżej 500 kcal. Nigdy. Czy to możliwe? Łatwiej było mi dotrzymać obietnicę, że już się nie potnę...



sobota, 3 sierpnia 2013

Wszystko wraca...

Ech, wiedziałam, że jest za dobrze. Wiedziałam, że jestem naiwna. Mogłam się spodziewać, że moje natrętne myśli typu "Jesteś gruba!", "Jak ty wyglądasz, pokrako?! Popatrz w lustro - śmiech na sali!" nie odeszły... Byłam jednak przekonana, że miłość drugiej osoby coś zmieni... Myliłam się. Głosy ucichły na chwilę, ale są znów ze mną. I myślę, że mają rację. Jestem gruba. Paskudna. Jem. Znowu robię wszystko, żeby być grubszą... Boże, czemu jestem tak niezrównoważona? Czemu potrafię raz nie zjeść nic lub prawie nic, a potem nażreć się jak świnia? No, czemu? Czemu nie umiem polubić siebie? Czemu to takie trudne? Czemu...? Czemu...