wtorek, 13 sierpnia 2013

Wind of change...

The future's in the air
I can feel it everywhere
I'm blowing with the wind of change.

Dziś post wyjątkowo nie do końca o jedzeniu... Raczej o tym, jak bardzo wydaje mi się niemożliwe to, że dla kogoś moje ciało może być... atrakcyjne. Jak? No jak? Jest to dla mnie tak absurdalne, a jednocześnie... jednocześnie się z tego cieszę. Dla Kogoś jestem kimś. Dla Kogoś jestem wszystkim. A wiecie, co jest najpiękniejsze? Że ten Ktoś widział moje blizny na udach... Dotykał ich z czułością, jakiej nie doświadczyłam nigdy wcześniej... Nie odrzucił mnie z tego powodu... Że dotykał mnie całej, ale tylko tam, gdzie chciałam. Nie zmuszał mnie do niczego. Rozumiał, jak mi ciężko pokazać się komuś... pokazać swoje ciało, którego nienawidzę... Pozwolić się dotykać... Prowadziłam ze sobą wewnętrzną walkę i wciąż muszę zwalczać wstyd i odrazę do siebie, ale myślę, że idę w dobrym kierunku. Jedyne, co mnie męczy to obietnica, jaką złożyłam... Obiecałam, że już nigdy nie będę jeść poniżej 500 kcal. Nigdy. Czy to możliwe? Łatwiej było mi dotrzymać obietnicę, że już się nie potnę...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz