poniedziałek, 25 listopada 2013

Zimno jest. Ośmielę się rzec, że do kitu.

Przynajmniej dziś nie spieprzyłam bilansu. Zaczynam po raz któryś ABC. Bo mogę. Bo chcę. Bo tak. Mam kilka postanowień "adwentowych", a mianowicie - schudnąć, potem ściąć włosy, kupić ładniejsze (i mniejsze) ciuchy i cóż... to tyle. Miłości nie odzyskam. Zostaje przyjaźń. Nie mogę spać od kilu nocy, a jeśli już śpię to źle. W szkole śmieję się już jak zwykle, ale w domu dopada mnie coś, czego nie umiem nazwać... Jakbym była gdzieś wewnątrz wiecznie smutna, a ten smutek pojawia się tylko, kiedy jestem sama. A od jakiegoś czasu zasypiając płaczę do poduszki...
Bilans: 433 / 500

czwartek, 21 listopada 2013

Nie skomentuję tego. Już w tym tygodniu byłam niemiła.

Nie skomentuję faktu, że osoba, z którą byłam od czterech miesięcy postanowiła, że zostaniemy tylko przyjaciółmi. Lepsze niż nic, ale... Zawiedzione nadzieje bolą, do cholery. Miało być inaczej. Miało trwać rok, dwa... I co, kurwa? Wyszło jak zawsze. Udaję, że zapomniałam, ale nie, że mnie to nie rusza, absolutnie. Mam jednak jakąś głupią dumę wewnątrz, która nie pozwala odchodzić z podkulonym ogonem. Muszę demonstrować choć odrobinę uczuć, a to i tak wierzchołek góry lodowej. Przedwczoraj sie pocięłam. Obietnica poszła w pizdu. Już mnie to nie obchodzi, kochanie.
zjedzone: ok. 1000 kcal - dupy nie urywa...

czwartek, 14 listopada 2013

Nikt nie wierzy.



Ludzie nie wierzą, że potrafię się zmienić. Bo jestem głupim tchórzem. Bo jestem głupia generalnie i nie wiem, czego chcę. Bo nie wiem. Ale się dowiem. I wezmę dupę w troki i zmienię się. Jeszcze zobaczą. Zobaczą, że umiem być odważna i zdeterminowana. I szczęki opadną. Mam potrzebę robienia ludziom na złość i bardzo mi przykro. Taka już jestem.