No i tak chyba będzie póki co... I do jednego i do drugiego na razie się przyzwyczaję - i do tego, że nie mam wystarczająco dużo czasu dla siebie i nie mam czasu dobrze jeść (choć to marna wymówka). Przeszkadza mi tylko fakt, że czuję jak chodząca kostka smalcu... Ale ponoć jestem śliczna i wcale nie gruba. Ale ja nie umiem wierzyć nawet tym, których kocham. To głupie. Tak bardzo. A w czwartek zmywam się wcześniej z lekcji, wsiadam w PKS i jadę odwiedzić grób babci. Do samego centrum Polski. Należy jej się za te wszystkie rzeczy, które dla nas zrobiła. Wciąż jej śmierć gdzieś tkwi w świadomości mojej i mamy. I boli. Cholernie. Czas nie leczy ran, moi drodzy. A moje blizny na udach też się od pół roku nie goją... Ogólnie syf, ale jest stabilnie. Dziś zjedzone: blisko 800 kcal. Nie planuję więcej. To i tak za dużo. Spadam na norweski (tak, uczę się go dodatkowo pod kątem studiów). Trzymajcie się!
wtorek, 29 października 2013
wtorek, 22 października 2013
Najkrótszy post ever...
Nie chcę jutro jeść. Nie chcę. Wyczerpałam limit. Za dużo emocji. Mama dziś płakała. Prawie godzinę trzymałam ją w ramionach. Jednak nie jest dobrze. Wszystko pieprzy się w sekundach... Albo po prostu za bardzo ją kocham.
poniedziałek, 21 października 2013
Nie rozumiem już...
Naprawdę. Nie rozumiem. Mam znowu mętlik w głowie. Kocham i jestem kochana. Mam przyjaciół. Cudownych. Mam rodzinę. Wspaniałą. Mam w większości to, czego chcę - z rzeczy materialnych. W szkole... mogłoby być lepiej, ale bez przesady. To, że czuję się głupsza i niedoceniania niczego nie zmienia.Tak przecież było prawie pod zawsze. Przywykłam, nie? A przynajmniej powinnam. Ale ja nie o tym chciałam... Po prostu... Niby jest dobrze, ale... Cholera, no przecież jest dobrze, myślę. Więc czego mi brak? Mówiłam, że nie potrzebuję Any. Może za bardzo się pospieszyłam? Nie wiem. Nie umiem się ogarnąć z jedzeniem, nie umiem przestać marnować czas... To takie głupie. Nic nie wiem. Pusta przestrzeń w głowie mnie aż boli. Z jednej strony próbuję siebie polubić, ale to trwa góra jeden dzień, a następnego znowu nienawidzę lustra i siebie. A potem znów myślę, że jest ok. A potem płaczę. Kurwa, brak logiki. Totalna sprzeczność interesów. Ano, chcesz mnie jeszcze? Chcesz zmienić poczwarkę w motyla? Chcesz...? To przyjdź z powrotem... Kłamałam, że Cię nie potrzebuję. Myślałam, że dam radę. Że będę umiała żyć ze sobą. Nie umiem. Myliłam się. Przepraszam... Wróć... Chcę być ładna. Dla siebie. Nie umiem wmówić sobie, że jest dobrze, bo ktoś mnie kocha, kiedy ja sama wciąż widzę to samo, tylko umyślnie odwracam wzrok. Wróć...
sobota, 19 października 2013
Nie jest źle.
Hej. Wybaczcie mi długą przerwę w pisaniu, ale było krucho z czasem - to raz, a dwa... cóż... zaniedbałam się. Właściwie... sama już nie wiem, czy jeszcze potrzebuję Any. Przestała być aż taka ważna. Zaczynam rozumieć dopiero teraz, jak wiele rzeczy posiadam... i ilu wspaniałych ludzi, których nie doceniałam. Może nawet odrobinę się lubię. Odrobinę. A w każdym razie wiem, że jestem na dobrej drodze. Nadal czuję się źle, kiedy jem więcej niż mi sie wydaje, że powinnam, ale... nie utyłam. Jadłam jak wszyscy. Kiedy mieliśmy w tym tygodniu wymianę z Holandią, jadłam ciastka, pizzę... I żyję. Nawet mogę powiedzieć, że odczuwam coś na kształt szczęścia. Poznałam cudownych ludzi z Holandii - nie miałam pojęcia, że są tacy... wyrozumiali. Złapaliśmy świetny kontakt. Jedna z dziewczyn wyznała mi nawet, że miała anoreksję. Teraz wygląda świetnie. Jest chuda, ale... w normalny sposób, powiedziałabym. Z tym, że nadal woli być głodna, niż jeść, ale stara się. Powiedziała mi, że to dla rodziny i przyjaciół. Dała mi sporo do myślenia. Nie wiem, czy przejdę znów na dietę. Jeśli tak, to 1000 kcal, nie mniej. Obiecałam to mojej najukochańszej osobie. Nie dotrzymywałam tego. Teraz dotrzymam. Chociaż po wczorajszej imprezie, kiedy wódka lała się hektolitrami, a ja schlałam się jak głupia i rzygałam pół dnia i pół nocy, schudłam (a przy okazji mam cholernego kaca), jakoś... nie wywołuje to takiej euforii jak dawniej. Nawet fakt, że zjadłam mniej niż 500 kcal z powodu mdłości. Widzę, jak bardzo się zmieniłam i zmieniam nadal. Aż trudno uwierzyć, że z "zeżartej przez strach gąsienicy" powstała poczwarka. Stałam się dość zadowolonym z życia, chodzącym na imprezy "okresem przejściowym". Kiedy przyjdzie czas na motyla? Zobaczymy. Trzymajcie się!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
