Tak, wiem, że to złe. Tak, wisi mi to. Tak, mam ochotę wbić przypadkowej osobie ołówek w krtań. Cały dzień chodzę rozedrgana i płaczę z wściekłości. Nienawidzę szkoły. Nie-na-wi-dzę. I to nie ze względu na ludzi, tylko nauczycieli. Pieprzonych belfrów, którzy mają głęboko w dupie każdego z nas. Piękne dzięki. Też mnie gówno obchodzicie, tylko, że z mojego powodu wy nie macie rozstroju emocjonalnego - taka subtelna różnica. Jedyne, co mnie trzymało tego dnia to głód. A w zasadzie jego brak dzięki Sudafedowi. Ostatni raz. Obiecuję. Potrzebowałam go... Potrzebowałam pustki w żołądku dla uspokojenia myśli. Przynajmniej jedna rzecz, która czyni mnie silną. Muszę do tego wrócić. Muszę poczuć się lepsza choćby w tym względzie. W ogóle... dlaczego ja płaczę kiedy się złoszczę? Nie rozumiem. Kiedyś tak nie miałam, a teraz... O, nie - nie płacze publicznie, gdzieżby. Mam swój honor. Kiedy tylko wejdę do domu, wyrzucam z siebie wszystko z siłą bomby atomowej, a kiedy emocje opadną, zostaje pusta. Taka okropna, obezwładniająca pustka i chęć wiecznego nicnierobienia. Ten dzień upłynął mi pod znakiem słowa "nienawidzę" i "głodówka". Liczba kalorii - 0. Liczba pozytywnych emocji - mniej więcej tyle samo.
wtorek, 25 lutego 2014
Mój przyjaciel - Sudafed.
Tak, wiem, że to złe. Tak, wisi mi to. Tak, mam ochotę wbić przypadkowej osobie ołówek w krtań. Cały dzień chodzę rozedrgana i płaczę z wściekłości. Nienawidzę szkoły. Nie-na-wi-dzę. I to nie ze względu na ludzi, tylko nauczycieli. Pieprzonych belfrów, którzy mają głęboko w dupie każdego z nas. Piękne dzięki. Też mnie gówno obchodzicie, tylko, że z mojego powodu wy nie macie rozstroju emocjonalnego - taka subtelna różnica. Jedyne, co mnie trzymało tego dnia to głód. A w zasadzie jego brak dzięki Sudafedowi. Ostatni raz. Obiecuję. Potrzebowałam go... Potrzebowałam pustki w żołądku dla uspokojenia myśli. Przynajmniej jedna rzecz, która czyni mnie silną. Muszę do tego wrócić. Muszę poczuć się lepsza choćby w tym względzie. W ogóle... dlaczego ja płaczę kiedy się złoszczę? Nie rozumiem. Kiedyś tak nie miałam, a teraz... O, nie - nie płacze publicznie, gdzieżby. Mam swój honor. Kiedy tylko wejdę do domu, wyrzucam z siebie wszystko z siłą bomby atomowej, a kiedy emocje opadną, zostaje pusta. Taka okropna, obezwładniająca pustka i chęć wiecznego nicnierobienia. Ten dzień upłynął mi pod znakiem słowa "nienawidzę" i "głodówka". Liczba kalorii - 0. Liczba pozytywnych emocji - mniej więcej tyle samo.
poniedziałek, 24 lutego 2014
Even devil was once an angel.
"Nie ufaj nikomu. Szatan też był kiedyś aniołem."
O czym rozmyślam? O tym, że czasem ktoś zmienia nieco priorytety. Przykładowo ja. Z jednej strony mnie to smuci, z drugiej nie. Niektórych przyjaciół świadomie odpycham, innych - przeciwnie. Czy to naturalna selekcja? Może. Nie wiem, dlaczego odpycham akurat osobę, z którą przeżyłam najwięcej, ale coś wewnątrz mnie jej już nie chce. To, co nas łączyło było złe i nie powinno się zdarzyć. Tyle powiem. Na chwilę obecną wiem jedno - jestem znowu spasioną świnią. Boję się wagi, ale wejdę jutro, zobaczyć, ile przytyłam. Bo przytyłam. Muszę wrócić do tych ładnych, czystych bilansów... Muszę. Po prostu muszę. Chcę być wreszcie inną osobą, ale ile jeszcze razy będę obiecywała sobie zmiany, zamiast ich dokonywać? Ech... Kończąc, utwierdziłam się w przekonaniu, że ufanie mi to czasem zły pomysł. Staram się być lepsza, ale idzie jakoś koślawo. Ale nie jest mi przykro. Tak najwidoczniej musi być. Bariera do ludzi rośnie nie bez powodu. Sens jest nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Subskrybuj:
Posty (Atom)