niedziela, 28 lipca 2013

Jest jak być powinno. Wreszcie.

I to nie w kwestii wagi, bo tu niestety bez zmian. Jest dobrze, bo... bo znalazłam wreszcie kogoś, kto mnie kocha. Może "znalazłam" to złe słowo... Ta osoba znalazła się sama. A jeszcze ściślej mówiąc - była w moim życiu już dłuższy czas, raz było z nami lepiej, raz gorzej, aż wreszcie... przyszedł czas, by powiedzieć to, czego żadne z nas nie odważyło się powiedzieć wcześniej. I cieszę się, że to wreszcie się stało. Nawet zapomniałam trochę, ze powinnam pilnować się z jedzeniem... To z nadmiaru szczęścia, wybaczcie. ;) Mimo wszystko, nie mam zamiaru osiąść na laurach. Fakt, że od tygodnia nie jestem już sama i wiem, jak smakują pocałunki... nie upoważnia mnie do roztycia się, prawda? Wręcz przeciwnie... Na zdjęciu moje kości biodrowe. Wiem, że słabo je widać, ale... Ale dobrze, że w ogóle są. Trzymajcie się, kochani! :)

Bilans:
- jogurt naturalny (105 kcal)
- Gorący Kubek zupa kurkowa (60 kcal)
- kompot z jabłek (120 kcal)
razem: 285 kcal

poniedziałek, 15 lipca 2013

Ogarnianie dupy po raz nie wiem który.

Ża-ło-sne. Dlaczego ja tyle jem? Skąd te cholerne kompulsy? Cholera. Znów marnuję cenny czas na byciu grubą, zamiast dążyć do chudości - jak planowałam. No ale... Od jutra Skinny Pink Diet? Możliwe.