wtorek, 25 lutego 2014

Mój przyjaciel - Sudafed.

Tak, wiem, że to złe. Tak, wisi mi to. Tak, mam ochotę wbić przypadkowej osobie ołówek w krtań. Cały dzień chodzę rozedrgana i płaczę z wściekłości. Nienawidzę szkoły. Nie-na-wi-dzę. I to nie ze względu na ludzi, tylko nauczycieli. Pieprzonych belfrów, którzy mają głęboko w dupie każdego z nas. Piękne dzięki. Też mnie gówno obchodzicie, tylko, że z mojego powodu wy nie macie rozstroju emocjonalnego - taka subtelna różnica. Jedyne, co mnie trzymało tego dnia to głód. A w zasadzie jego brak dzięki Sudafedowi. Ostatni raz. Obiecuję. Potrzebowałam go... Potrzebowałam pustki w żołądku dla uspokojenia myśli. Przynajmniej jedna rzecz, która czyni mnie silną. Muszę do tego wrócić. Muszę poczuć się lepsza choćby w tym względzie. W ogóle... dlaczego ja płaczę kiedy się złoszczę? Nie rozumiem. Kiedyś tak nie miałam, a teraz... O, nie - nie płacze publicznie, gdzieżby. Mam swój honor. Kiedy tylko wejdę do domu, wyrzucam z siebie wszystko z siłą bomby atomowej, a kiedy emocje opadną, zostaje pusta. Taka okropna, obezwładniająca pustka i chęć wiecznego nicnierobienia. Ten dzień upłynął mi pod znakiem słowa "nienawidzę" i "głodówka". Liczba kalorii - 0. Liczba pozytywnych emocji - mniej więcej tyle samo.

4 komentarze:

  1. Boże, moja nauczycielka mnie dręczy psychicznie...
    chciałabym, by kiedyś jakiś grom zniszczył tych wszystkich potworów...

    /hatemyself

    OdpowiedzUsuń
  2. zapraszam na forum: http://www.notskinnyenough.pun.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hoho, jakbym czytała swoje własne myśli.
    Płacz ze złości jakoś oczyszcza, tylko to uczucie pustki potem. W zasadzie zgadzam się z tym co napisałaś.
    Sama ostatnio wylewałam frustrację na nauczycieli-debili na blogu.
    Podoba mi się jak piszesz.

    coldstarvingskinny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń