środa, 24 kwietnia 2013

Egzaminy.

Ech. Żyję, kochani! Żyję... a to najlepsze, co mogę powiedzieć. Wrażenia? Może być. Wstyd mi z powodu pomieszania historii, ale cała reszta ujdzie. ;) Wczoraj żarłam czekoladę jak niemądra, ale dziś to odpracowałam. Jutro znajomi wyciągają mnie na sushi. Szczęśliwie jest ono zdrowe, więc nie martwię się nim zbytnio. Nigdy nie jem więcej niż 6 malutkich krążków nori, a to i tak lepsze niż pizza (która była ich pierwszym pomysłem). Skoda tylko, że w głowie mi się kręci, ale to może być ze stresu. Pół dnia walczyłam też z mdłościami i dreszczami, ale jakoś udało mi się skończyć egzamin, a to najważniejsze. Jeszcze tylko angielski i wolność!

Dzisiejszy bilans:
- domowy pasztecik z mięsem (140 kcal)
- 1/2 paczuszki suszonych jabłek z cynamonem (36 kcal)
razem: 176 kcal

5 komentarzy:

  1. E tam. Dobrze będzie z tym egzaminem ; ) A bilansik masz zajebisty *.* Oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam za ten piękny bilans *.* mam nadzieję, że też będę takie miała <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno <3 Wiesz... u mnie takie bilanse też nie bywają często, bo częściej zawalam, ale... grunt to się nie poddawać :) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. No na pewno lepsze niż przed ;) Ale ogółem w porządku. Dzięki za zainteresowanie. :)

    OdpowiedzUsuń