środa, 17 kwietnia 2013
Łzy i mdłości...
Nażarłam się. Niby 1000 kcal, ale ja czuję, że zeżarłam niewyobrażalne ilości jedzenia. Chce mi się rzygać. Nie mogę... Nie mam jak. Rodzice będą wiedzieć. Chce mi się płakać... Dlaczego ja to wciąż sobie robię? Najpierw żrę, potem się tnę i obiecuję poprawę, ale jest jak na spowiedzi - obiecujesz, ale i tak nic nie zmieniasz. Wciąż mówisz te same grzechy. I tak samo jest teraz ze mną. Mdli mnie, chcę krzyczeć i płakać. Boli mnie głowa, jestem zmęczona... Nie mam na nic siły. Spojrzenia ludzi w autobusie wydają mi się teraz tak bardzo krytyczne... Po egzaminach wezmę się w garść. Po raz kolejny. Teraz stres mnie opanowuje, a na dodatek mam okres. Wiem, to żadne wytłumaczenie, ale... Ale jakieś zawsze. Najgorsze jest to, że wypiłam wszystkie ziółka na przeczyszczenie... Boże, tak bardzo chcę wyrzygać te kanapki... Niech to wszystko szlag trafi i jasna cholera! A mnie w szczególności...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
oj proszę nie poddawaj się :*
OdpowiedzUsuńwszystko sie ułozy, będzie dobrze, dojdziesz to swoejego celu ;* trzeba wierzyc.
jak masz ochotę wpadnij do mnie i możesz mi pomóc w moim odchudzaniu - http://anorexia-my-dream.blogspot.com/ :)
obserwuje cię :*
Ech, dziki za słowa wsparcia. W wolnej chwili zajrzę do cb :*
Usuń