poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Śnieg. I coś innego.

Wczoraj wycięłam sobie śnieżynkę... żyletką na prawym udzie. Do tej pory prawe było czyste... Było. Za dużo czasu spędzam zamknięta w pokoju. Tylko jeden człowiek o mnie pamięta. Jednemu zależy. Właściwie jednej... Chyba. Nie wiem. Może znowu się mylę. Może znowu wchodzę w ten niebezpieczny etap egzaltacji i zarzucania uczuciami kogoś, kto być może przez przypadek mnie polubił, trochę do mnie upodobnił, a teraz nie ma zbyt wielu innych przyjaciół... Może. Nie wiem. Ja nic nie wiem. Głupia jestem. Żrę, śpię i zadręczam się głupią nadzieją. Super. Idealny przepis na święta... Niech mnie ktoś walnie w łeb, błagam... I to mocno. Dla ukojenia nerwów godzina treningu z Chodakowską, a jutro znów jabłkowy detoks.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz