No, może niezupełnie. Mnie nie stać na bycie tak całkowicie pozytywną, ale jestem z siebie dumna. Z tego, jak dużą motywację w sobie odnalazłam... Pozbywam się jedzenia tak jak niegdyś - bez mrugnięcie okiem. Ot, kolejne zbędne kalorie lądują w koszu. Ojej... *sarkazm* Wypijam za to hektolitry herbaty i wody. Na kawę nie mam ochoty, choć padam z nóg. To nieco dziwne, ale cóż... Najważniejsze, że jako tako jest. Poza tym... odczuwam zaniżony poziom zainteresowania moja osobą. Podsumuję to swym słynnym powiedzeniem: "Bywa"... No bywa.
Bilans:
- serek biały Turek 40 g + 1 rzodkiewka (110 kcal)
- niepełna szklanka barszczu czerwonego (40 kcal)
- domowy pasztecik z mięsem drobiowym (138 kcal)
razem: 288 kcal / 300 kcal
wtorek, 9 kwietnia 2013
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Back to the start.
Zaczynam raz jeszcze. Z czystą kartą. Z wagą wyjściową 57 kg. Może nie jest najpiękniej ale będzie... Jestem od dziś na diecie Ana Skinny Succes. Mam nadzieję, że tym razem motywacja (i Ana) będą działać na mnie z podwójną siłą.
Bilans:
- kromka chleba graham + 2 łyżeczki dżemu wiśniowego (121 kcal)
- średnie jabłko (80 kcal)
- miseczka zupy pomidorowej z ryżem (160 kcal)
razem: 361 kcal / 400 kcal
ćwiczenia: 45 min. aerobic + stretching
środa, 3 kwietnia 2013
Jabłkowy detoks po raz wtóry.
I znów detoks. I tabletki na odchudzanie. Cokolwiek one dają... Nevermind. Zimno mi. Głowa mnie boli. Czy mówiłam już, że zimno...? Mówiłam. Ech, już tylko dwa tygodnie do egzaminów... Znowu stres. A ja nic nie umiem. Prawie... I na dodatek nadal gruba. No, ślicznie. Cudownie wprost. Dziś ile kcal? Jem piąte jabłko. Miały różne wielkości, ale ogółem te pierwsze trzy były ciut większe, więc daję im po 80 kcal. Reszta 60. Razem 360 kcal. Może zjem potem jeszcze jedno - nie wiem. Zobaczymy. Ach, zapomniałabym! Upieczone wczoraj babeczki kakaowe z kremem bananowym wzięłam do szkoły. Wszystkie posły w mgnieniu oka. Nie tknęłam żadnej. Może znów jestem na dobrej drodze? Może... Trzymajcie się, kochani! Chudości!
wtorek, 2 kwietnia 2013
Zamknąć oczy. Jutro rzeczywistość...
"Nie oceniaj ludzi po zachowaniu w tłumie. Poczekaj aż zobaczysz jacy są w chwili gdy robi się późno i cicho."
Zamykam oczy. Słyszę muzykę. Nie słyszę myśli. Nie ma ich. Jak cudownie... Mnie też jakby przez chwilę nie ma. Uśmiecham się. Ból w mięśniach przypomina o wysiłku, który wkładam w przemienienie tłuszczowego kokonu w lekkie ciało motyla. Czerwona herbata w kubku stygnie. Jestem, a jakby mnie nie ma. Spaliłam 400 kcal. Zjadłam blisko 700 kcal. Rzeczywistych kalorii wychodzi coś koło 300. Nieźle. Mam zamiar coś upiec dla przyjaciół. Mam zamiar zapalić znicz pod pomnikiem Jana Pawła II - dziś rocznica jego śmierci. Mam zamiar zrobić kilka dobrych rzeczy. Przez chwilę nie myśleć o sobie... A jutro znowu po-świąteczna rzeczywistość...
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Śnieg. I coś innego.
Wczoraj wycięłam sobie śnieżynkę... żyletką na prawym udzie. Do tej pory prawe było czyste... Było. Za dużo czasu spędzam zamknięta w pokoju. Tylko jeden człowiek o mnie pamięta. Jednemu zależy. Właściwie jednej... Chyba. Nie wiem. Może znowu się mylę. Może znowu wchodzę w ten niebezpieczny etap egzaltacji i zarzucania uczuciami kogoś, kto być może przez przypadek mnie polubił, trochę do mnie upodobnił, a teraz nie ma zbyt wielu innych przyjaciół... Może. Nie wiem. Ja nic nie wiem. Głupia jestem. Żrę, śpię i zadręczam się głupią nadzieją. Super. Idealny przepis na święta... Niech mnie ktoś walnie w łeb, błagam... I to mocno. Dla ukojenia nerwów godzina treningu z Chodakowską, a jutro znów jabłkowy detoks.
sobota, 30 marca 2013
Beznadziejnie mi...
Czuję się wielka. Wielka, gruba, napuchnięta... Wszystko, co zjadłam mam ochotę zwrócić... Ale nie mogę. Cholera. Cholera jasna. Tłuste, wstrętne coś... Nienawidzę się. Znów przyszedł do mnie znienacka ten dół. Nie wiem, czemu. Po prostu przyszedł. Jest mi zimno. Chce mi się spać. Chce mi się płakać be powodu. Chyba nad samą sobą. Ściska mnie w żołądku... Ostatnio zauważyłam coś dziwnego - kiedy widzę na filmach, gifach lub nawet opisuję sytuacje miłosne, mam ścisk żołądka -taki, jaki się czasem pojawia, kiedy coś nas bardzo zasmuca. I mnie coś wtedy ściska i chce mi się ryczeć... Boże, jestem głupia... Ale ja wiem, że prawdopodobnie nikt mnie nigdy nie pokocha. W kwietniu skończę 16 lat a nikt nigdy mnie nawet nie pocałował. Nikt nigdy nie powiedział, że jestem ładna. Nikt, kto nie byłby moim przyjacielem, w dodatku płci żeńskiej. Tylko od nich słyszę miłe słowa. Obcy tego nie powie. Nie ma we mnie nic, co mogłoby się komuś podobać. Zdechnę samotna, nie zaznawszy smaku niczyich ust... Smutne. Chyba robi się ze mnie paranoiczna desperatka. Po raz kolejny - cholera...
piątek, 29 marca 2013
Smak powolnych poranków.
Chyba pokocham ten zwolniony tryb życia... Bez stresu, bez pośpiechu, bez hałasu... Prawie idealnie. Prawie... bo ja nie jestem idealna. W ogóle mam ostatnio straszliwe ambicje kulinarne. Mama wyjechała - wraca dziś wieczorem, więc ja sprzątam, zmywam, gotuję... A korzystając ze swobody kuchennej wczoraj upiekłam wspomniane scones z rodzynkami, a dziś na śniadanie zrobiłam sobie cudownie słodką owsiankę z jabłkami, cynamonem i łyżeczką syropu klonowego. Rozpływała się w ustach! Pyszności! Czeka mnie jeszcze przygotowanie obiadu. Tata powiedział, że mam coś wymyślić i najlepiej, żeby było proste - z kaszą gryczaną, bo mamy jej za dużo. Zaproponowałam zapiekankę z pomidorami, serem feta i ziołami prowansalskimi, podlaną lekko oliwą - taka moja improwizacja (starałam się robić coś smacznie, ale niskokalorycznie). A wieczorem, kiedy skończę sprzątać, upiekę muffinki z jabłkami. Obiecałam mamie. Ona robi resztę świątecznych słodkości - jak co roku - mazurek i gotowana babka z żurawiną... Ech. Za dużo jedzenia dookoła... Dobrze, że ćwiczę. Na zdjęciu moja cudna owsianka <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)



