piątek, 29 marca 2013

Smak powolnych poranków.

Chyba pokocham ten zwolniony tryb życia... Bez stresu, bez pośpiechu, bez hałasu... Prawie idealnie. Prawie... bo ja nie jestem idealna. W ogóle mam ostatnio straszliwe ambicje kulinarne. Mama wyjechała - wraca dziś wieczorem, więc ja sprzątam, zmywam, gotuję... A korzystając ze swobody kuchennej wczoraj upiekłam wspomniane scones z rodzynkami, a dziś na śniadanie zrobiłam sobie cudownie słodką owsiankę z jabłkami, cynamonem i łyżeczką syropu klonowego. Rozpływała się w ustach! Pyszności! Czeka mnie jeszcze przygotowanie obiadu. Tata powiedział, że mam coś wymyślić i  najlepiej, żeby było proste - z kaszą gryczaną, bo mamy jej za dużo. Zaproponowałam zapiekankę z pomidorami, serem feta i ziołami prowansalskimi, podlaną lekko oliwą - taka moja improwizacja (starałam się robić coś smacznie, ale niskokalorycznie). A wieczorem, kiedy skończę sprzątać, upiekę muffinki z jabłkami. Obiecałam mamie. Ona robi resztę świątecznych słodkości - jak co roku - mazurek i gotowana babka z żurawiną... Ech. Za dużo jedzenia dookoła... Dobrze, że ćwiczę. Na zdjęciu moja cudna owsianka <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz