Wczoraj nie byłam w szkole. Bo tak. Bo rodzice mi pozwolili, a nocowałam u przyjaciółki. Miałyśmy wieczorem bardzo szczerą rozmowę na podłodze w kuchni. Brzmi to śmiesznie, wiem... ale to była właściwie nasza najszczersza rozmowa od początku znajomości... Powiedziałyśmy sobie to wszystko, czego bałyśmy się powiedzieć wcześniej. Poznała wszystkie zakątki mojego mózgu, do który nie dopuszczam nawet rodziców. Zrozumiała. I opowiedziała mi swoje tajemnice, których najzupełniej się nie spodziewałam. Obie przewidywałyśmy odtrącenie, ale okazało się, że to tylko nas do siebie zbliżyło A ile potem było przytulania, mój Boże... To piękne jest. Dodaje mi sił. Ona strasznie chce przywrócić mi wiarę w siebie. Jestem jej wdzięczna, ale to ja się porywać z motyką na słońce... Zobaczymy. Dziś z kolei wstałam o 12 (nocne rozmowy na czacie się kłaniają...) i miałam ambicję upiec bułeczki scones. I upiekłam. Dokłądnie wyliczyłam kalorie samych bułeczek (jedna - 120 kcal) oraz dodatków. Muszę to wiedzieć. Poza tym odkryłam uroki buddyjskich mantr. To jedyne, co mnie uspokaja i pozwala o niczym nie myśleć. Uwielbiam przy tym ćwiczyć jogę. (: A za oknem wciąż śnieg. Wiosno, przyjdź!Bilans z dziś:
- owsianka Kupiec (196 kcal)
- dwa ciastka owsiane kokosowe (140 kcal)
- 3 bułeczki scones z rodzynkami z serem białym (450 kcal)
- jabłko (82 kcal)
razem: 868 kcal (z tego przy ćwiczeniach spalone ok. 210 kcal)


