Jutro poniedziałek. Przyjaciółka była. Bawiłyśmy się świetnie. Żarcie tez było. Niestety... Nie rozumiem czemu, ale ona prawie cały czas coś je, a talię ma tak cieniutką, że jejku! Nosi rozmiar XS/S, podczas gdy po zjedzeniu połowy pizzy i prawie całej paczki czipsów, idzie jeszcze po czekoladowe ciastka, bo jest głodna! Zazdroszczę takiej przemiany materii... A ona oprócz siłowni raz w tygodniu za wiele nie ćwiczy... Naprawdę zazdroszczę, ale cóż... Ona to nie ja. Ja jestem gruba i mnie tak jeść nie wolno. Koniec i kropka. Poniedziałek to dobry dzień by znów się ogarnąć. Tylko... ile jeszcze tego "ogarniania" mnie czeka? Do lata muszę być chuda. Albo przynajmniej szczupła... Osiągać jakiś cel... Chwilowo myślę, że 500/600 kcal w tym tygodniu będzie akurat. Jedzenie z dziś:
- serek Vitello z brzoskwiniami (248 kcal)
- pół kajzerki z serkiem Philadelphia Milka (180 kcal)
- rosół drobiowy z makaronem (288 kcal) - będzie
- jabłko (60 kcal) - będzie
razem: 776 kcal
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz