czwartek, 28 marca 2013

Przyjaźń, bułeczki i buddyjskie mantry...

Wczoraj nie byłam w szkole. Bo tak. Bo rodzice mi pozwolili, a nocowałam u przyjaciółki. Miałyśmy wieczorem bardzo szczerą rozmowę na podłodze w kuchni. Brzmi to śmiesznie, wiem... ale to była właściwie nasza najszczersza rozmowa od początku znajomości... Powiedziałyśmy sobie to wszystko, czego bałyśmy się powiedzieć wcześniej. Poznała wszystkie zakątki mojego mózgu, do który nie dopuszczam nawet rodziców. Zrozumiała. I opowiedziała mi swoje tajemnice, których najzupełniej się nie spodziewałam. Obie przewidywałyśmy odtrącenie, ale okazało się, że to tylko nas do siebie zbliżyło  A ile potem było przytulania, mój Boże... To piękne jest. Dodaje mi sił. Ona strasznie chce przywrócić mi wiarę w siebie. Jestem jej wdzięczna, ale to ja się porywać z motyką na słońce... Zobaczymy. Dziś z kolei wstałam o 12 (nocne rozmowy na czacie się kłaniają...) i miałam ambicję upiec bułeczki scones. I upiekłam. Dokłądnie wyliczyłam kalorie samych bułeczek (jedna - 120 kcal) oraz dodatków. Muszę to wiedzieć. Poza tym odkryłam uroki buddyjskich mantr. To jedyne, co mnie uspokaja i pozwala o niczym nie myśleć. Uwielbiam przy tym ćwiczyć jogę. (: A za oknem wciąż śnieg. Wiosno, przyjdź!
Bilans z dziś:
- owsianka Kupiec (196 kcal)
- dwa ciastka owsiane kokosowe (140 kcal)
- 3 bułeczki scones z rodzynkami z serem białym (450 kcal)
- jabłko (82 kcal)
razem: 868 kcal (z tego przy ćwiczeniach spalone ok. 210 kcal)

poniedziałek, 18 marca 2013

Everybody hate mondays...

So do I. Poniedziałki... Ech. Dziś uświadomiłam sobie na nowo, jak straszliwie gruba jestem... Kolega zrobił mi na wf-ie zdjęcie z zaskoczenia - kiedy na nie spojrzałam... omal nie dostałam zawału. Wiedziała, że nie wyglądam dobrze, ale że aż tak źle?! Załamałam się... Znowu te wahania nastroju. Gdybyście zobaczyli mnie dziś rano, pomyślelibyście "O, co za roześmiana dziewczyna! Wciąż żartuje, rzuca karteczki z wiadomościami do przyjaciół calutką geografię... Niech nie wciska kitu, że jest nieszczęśliwa!". Z pewnością wielu tak myślało. Może nawet i ja. Może. Aż do wf-u. Po nim zdałam sobie sprawę, że jestem obrzydliwsza niż myślałam, a na dodatek za dużo zjadłam i że  jedynym wyjściem dla mnie jest przestać jeść całkowicie lub naprawdę minimalne ilości. Mój dzisiejszy bilans nie jest rewelacyjny, ale byłby gorszy, gdybym zjadła obiad - tłustego kotleta i górę ziemniaków... Brr! Wszystko wylądowało w koszu, kiedy mama nie patrzyła... I tak będzie co dzień. Nie mogę już zawalić... Wiosna coraz bliżej, a ja tłusta (zupełnie jak ten kotlet... ha, ha ha...). Tak być nie może! Nie może i już... Żegnaj żarcie - witaj chudości! Jeśli tym razem zawalę i choćby przez wtorek i środę nie zrobię głodówki to potnę sobie drugą nogę. I już... Bilans:
- granola owocowa z mlekiem 0,5% (288 kcal)
- kanapka z serem pleśniowym (205 kcal)
- jabłko (60 kcal)
- 3/4 opakowania chrupek kukurydzianych smakowych (260 kcal)
- 3 ciasteczka muesli (99 kcal)
razem: 912 kcal + godz. siatkówki w szkole (jak znajdę czas to jeszcze poćwiczę)

niedziela, 17 marca 2013

Dieta owsiana na niedzielę.

Moja mama mnie zadziwia... W piątek pozwoliła mi na jabłkowy detoks, a dziś na owsiankę... Mam nadzieję, że nie ma tu drugiego dna... Ale co najlepsze dostałam też pozwolenie na kupno tabletek odchudzających na bazie zielonej kawy, do spółki z przyjaciółką! Niezupełnie wiem, co o tym myśleć, ale mam nadzieję, że po prostu przestali być przewrażliwieni. Dziś będzie około 1000 kcal z owsianki i jakieś ćwiczenia po południu. Teraz siedzę sobie w łóżku z laptopem - taki mały poranny letarg z kubkiem kawy.  Tata powiedział, że jestem uzależniona od kofeiny. Być może. Od herbaty też można się uzależnić. I od cięcia się. Od wszystkiego. Najgorzej być tylko uzależnionym od ludzi...

piątek, 15 marca 2013

Jabłkowy detoks - zaliczony!

Dziś przeprowadzałam wspólnie z przyjaciółką jednodniowy jabłkowy detoks. Obie zjadłyśmy po 6 jabłek, z tym że ja jedno duże na śniadanie (więc mogło mieć nie 60, a 90 kcal), ale to i tak niewielka różnica. Grunt, że nam się udało, choć w szkole kusili słodyczami na każdym kroku a w domu świeżą szarlotką... Nie dałyśmy się. I tak am być już zawsze. Bilans: 390 kcal z jabłek.

niedziela, 10 marca 2013

Nowy plan.

Jutro poniedziałek. Przyjaciółka była. Bawiłyśmy się świetnie. Żarcie tez było. Niestety... Nie rozumiem czemu, ale ona prawie cały czas coś je, a talię ma tak cieniutką, że jejku! Nosi rozmiar XS/S, podczas gdy po zjedzeniu połowy pizzy i prawie całej paczki czipsów, idzie jeszcze po czekoladowe ciastka, bo jest głodna! Zazdroszczę takiej przemiany materii... A ona oprócz siłowni raz w tygodniu za wiele nie ćwiczy... Naprawdę zazdroszczę, ale cóż... Ona to nie ja. Ja jestem gruba i mnie tak jeść nie wolno. Koniec i kropka. Poniedziałek to dobry dzień by znów się ogarnąć. Tylko... ile jeszcze tego "ogarniania" mnie czeka? Do lata muszę być chuda. Albo przynajmniej szczupła... Osiągać jakiś cel... Chwilowo myślę, że 500/600 kcal w tym tygodniu będzie akurat. Jedzenie z dziś:
- serek Vitello z brzoskwiniami (248 kcal)
- pół kajzerki z serkiem Philadelphia Milka (180 kcal)
- rosół drobiowy z makaronem (288 kcal) - będzie
- jabłko (60 kcal) - będzie
razem: 776 kcal

sobota, 2 marca 2013

1000 kcal.

Okej, wczorajsza głodówka się udała. Od teraz mam plan ciut mnie radykalny - 1000 kcal. I tak do czwartku. W czwartek, piątek i pół soboty będzie u mnie przyjaciółka - E. Będę się kontrolować, to jasne, ale zakładam, że 1000 może zostać przekroczony... Niestety. Więc do czwartku. Dziś więcej kcal już nie będzie. Chyba. Bilans:
- kajzerka z masłem Lurpak (328 kcal)
- 5 ruskich pierogów (436 kcal)
- garść słomki ptysiowej z cukrem (78 kcal)
- kawałek ciasta drożdżowego (150 kcal)
razem: 992 kcal (+ ewentualne jabłko = 1052 kcal)

piątek, 1 marca 2013

Brak jedzenia - brak wyrzutów.

Dzisiaj dzień bez jedzenia. Post. Nic nie zjadłam. Nic a nic. Od samego rana. Jestem taka dumna... Po ostatnim żarciu to.. to jest przełom. Cieszę się. W brzuchu burczy, ale to są fanfary - dla mnie. To nagroda za choć jeden dzień silnej woli. Czuję, że wracam na dobrą drogę. Nie chcę jeść. Nie dziś... Pierwszy dzień miesiąca zaczęty głodówką... Pięknie. Czy to dobra wróżba? Nie wiem... To się okaże.