niedziela, 18 stycznia 2015

Mobilizacja.

Czas na kolejną mobilizację. Odgrzebię stare zwyczaje żywieniowe choć trochę. "Unormowałam się", ale nie jest mi z tym dobrze. Skrajności. Ech.
Wszystko, co nie styka się z tym brudnym, mętnym światem tu na dole jest lepsze. piękniejsze i ciekawsze. Ale to też tylko moje zdanie.

PS. Zauważyłam, że ten blog z dietowego przerodził się tylko w moje wyżalania. Czas to zmienić? Być może.

sobota, 10 stycznia 2015

Intovertic mess.

Od poniedziałku do piątku żyję na waflach ryżowych, jogurtach, jabłkach + domowe obiady. W weekend pozwalam sobie na bułkę z szynką, odrobinę słodkości, ale z umiarem. Tylko tyle, żeby nie zwariować. Choć wariuję i tak. Stres, stres, stres. Szkoła mnie dobija. Nienawidzę zaciętych twarzy patrzących na mnie jak na niespełna rozumu, jak na trzęsącą się kupkę głupoty - bardzo nędzną i irytującą. A nauczyciele tak patrzą. Nie wszyscy, ale niektórzy. Dziś ładna pogoda. Znaczy się... Nie, nieładna dla reszty ludzi. Dla mnie czarne chmury i deszcz to piękna sceneria. Poszłam na spacer i wdychałam zapach mokrego igliwia. Wiatr smagał po twarzy i nogach, ale co tam. Kiedy się przejaśniło, między czernią wykwitły różowe smugi. Pięknie było. Wróciłam i znów mój introwertyczny tryb życia - czytanie, pisanie, rysowanie. Najlepiej mi tak.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Kill me, just kill me now.

Boże, czemu ludzie są tak popieprzeni. Kurwa. Czemu? Zjadłam 800-900 kcal i co z tego? Już nawet to mnie nie obchodzi. Chcę iść do szpitala, chcę żeby wypisali mi zwolnienie z życia... Mam dość. Naprawdę. Mam dość. Poddaję się, jeśli chodzi o moją rodzinę. Były próby? Były. Gówno wyszło. A teraz wina jest już tylko po jednej ze stron. I w dupie mam, co się stanie. Mają się pogodzić i mnie kurwa nie obchodzi jak. To nie moja mama jest wszystkiemu winna. Fałszywy obraz człowieka. Oskarżenia oskarżeniami, ale większość z nich nie ma podstaw. Na ogarnięcie to już za późno. Wewnętrzne patologie emocjonalne, A pierdoleni profesorowie w szkole też mi niczego nie ułatwiają. Przecież to normalne traktować kogoś jak autystyczne dziecko.

piątek, 5 grudnia 2014

Czy dni mijają, czy to ja mijam?

Ja nic już nie wiem. Wszystko jest popieprzone, jak było. Nieszczególnie się coś zmienia. A w każdym razie nie zauważam tego. No, poza tym, że jem codziennie mniej więcej równo 1200 coś tam kcal albo i 1300, ale to już za dużo. To pewnie w ogóle dużo, ale rozplanowane w 5 posiłkach aż tak nie straszy, poza tym jakoś wybitnie nie tyję, o dziwo. Chociaż tyle. Dzięki, Boże. Chociaż tyle... Bo w sumie ogólnie to nie zmieniłam się ani trochę i moje otoczenie też nie - takie odnoszę wrażenie. Okazjonalnie bywam zbyt wredna, ale kurczę.. z czegoś mi się ta wredota wzięła i nie sądzę, żeby to była całkowicie moja wina, o nie. Tego już mi nikt nie wmówi, a wmawiają wiele rzeczy. Zbyt wiele, żeby mnie to nie denerwowało. Zamknijcie mnie gdzieś, gdzie nie ma szkoły, problemów w rodzinie i zakichanych świąt, które znowu w tym roku będą nieudane. Bo to już za dużo szczęścia dla mnie, wiadomo. Nie zasłużyłam. Rozumiem.

niedziela, 9 listopada 2014

Hipotermia.

Co się ze mną dzieje ? Powiedz mi...
Co za demon we mnie drzemie ? Powiedz mi...

Na początek: byłam ostatnio u psychologa. Powiedziałam co powiedziałam i cześć. Jest trochę lepiej pod względem mojego obrazu siebie, ale gorzej pod względem wszystkiego innego. Niby dobrze, ale wcale nie. Ledwie zdążyłam odzyskać równowagę, burzą mi ją. Dziewczyna brata powiedziała, że mam obsesję. Paranoiczka - tak się teraz nazywam. Wiem, że przesadziłam. Wiem, że zbyt pochopnie oceniłam to i owo, ale to jeszcze nie powód.. A z resztą. Cholera. Pierdolcie się. Przepraszam, ale się pierdolcie. Jeśli wolicie obcą osobę zamiast mnie... Skoro jej łatwiej mówić miłe słowa, proszę bardzo. Fajnie, że to ta sama osoba, z którą kiedyś mnie coś łączyło, a teraz rzygam na jej widok. Naprawdę, bardzo kurwa fajnie. :) W rodzicach widzą tylko zło, we mnie teraz pewnie też. Bo przecież ja się "poniżam", "zachowuję jak niedojrzały gimbus" no i nie zapominajmy, że mam paranoję. A co poradzę, że mnie ta cała sytuacja dwóch obozów w rodzinie i wiecznych pretensji wewnętrznie rozpierdala? Jeszcze wciąż, mimo zaprzeczeń, nie mam pewności, co Ta Pewna Osoba ma do tego i czy w ogóle ma. Mam prawo podejrzewać. Mam prawo czuć się źle. Pierdolcie się. Kocham was, ale już nie wiem, o co chodzi mnie i wam. Nie wiem, o co komukolwiek chodzi. Dajcie mi święty spokój. Proszę.

niedziela, 19 października 2014

Once upon a rainbow.

Doszłam własnie do ciekawych wniosków. Ogólnie mam wrażliwość człowieka jak najbardziej dojrzałego, (a nawet solidnie przejrzałego) ale cała reszta jest rozwinięta w równym stopniu, co mózg dziecka z podstawówki, które uderzyło się w głowę, gdy spadło ze schodów. Pewnie mam jakąś cholernie wielką dziurę w czaszce, przez którą wypływa mi zawartość śródmózgowia i od tego niechybnie głupieję. Może tak być. Zresztą, byłoby to dobrym wytłumaczeniem, dlaczego inni też tak twierdzą. Skąd wiecie, że nie mam mentalności chwiejnego, nierozgarniętego życiowo dzieciaka, który podejrzanie długo czuje się pokrzywdzony przez los, mimo iż powinien być bardzo, ale to bardzo szczęśliwy i wdzięczny za to, co mu Bozia dała? Ale niestety nie jest i tylko udaje, że jest fajny, bo tak naprawdę mało kto go za takiego uważa. Ale dzieciak postanawia mieć to dokumentnie w dupie. Poza tym pozbiera się jako tako i na nowo skurczy żołądek. Ostatni jadł różnie, więc niech cierpi. Cierpienie uświęca.

niedziela, 12 października 2014

Nie było mnie, a jestem.

Nie było mnie tutaj dwa miesiące i żyłam sobie swoim głupim, choć czasem znośnym i momentami radosnym życiem. Nawet przestałam przejmować się sobą aż tak, spychając to na drugi plan rzeczywistości. Może i psycha mi się wyleczyła, ale ciało nie. Dlaczego wróciłam? Bo dziewczyna mojego brata, niby to z ogromnej troski o mnie, napisała, "nigdy nie schudniesz". I po co to było? Dobrze, wiem. Jadłam "normalnie". Nieważne, że nie jadłam więcej, niż 1200-1300 kcal w przybliżeniu, a nawet jeśli sięgnęłam po coś mniej zdrowego, rekompensowałam to owsianką, owocami, kaszką, czymś zdrowym.
Nie. Jestem świnią, która wpieprza, co popadnie. A skoro ona tak to widzi, to tak jest. I może ma rację, ale pisanie mi komentarzy, że ja oszukuję, że wcale siebie aż tak nienawidzę i ich wszystkich nabieram, żeby zwrócić na siebie uwagę czy coś... To przesada. Ale ona jest chuda, 3 kilo niedowagi, może mówić, co chce, a tłusty wieprz powinien słuchać i odstawić tą słodką kawę, która jest podwieczorkiem, a może kolacją.
Wróciłam, bo jestem beznadziejna, a za 5 miesięcy z kawałkiem osiemnastka. Świnia musi odejść od koryta. Choć mojej twarzy, która na jednym ze stu zdjęć wygląda mniej więcej dobrze i tak już nic nie pomoże.
A. I jeszcze jedno. Od jakiegoś czasu moja rodzina znów szaleje i pokłóciwszy się o pierdoły, nie jest w stanie się pogodzić. Brat i dziewczyna vs rodzice, czyli wzajemne odtrącanie wyciągniętej ręki. Mama płacze. Ja też płaczę, zanim zasnę. Nad mamą, nad sobą i nad wszystkim.
Ale przecież jest cudownie.