sobota, 10 stycznia 2015
Intovertic mess.
Od poniedziałku do piątku żyję na waflach ryżowych, jogurtach, jabłkach + domowe obiady. W weekend pozwalam sobie na bułkę z szynką, odrobinę słodkości, ale z umiarem. Tylko tyle, żeby nie zwariować. Choć wariuję i tak. Stres, stres, stres. Szkoła mnie dobija. Nienawidzę zaciętych twarzy patrzących na mnie jak na niespełna rozumu, jak na trzęsącą się kupkę głupoty - bardzo nędzną i irytującą. A nauczyciele tak patrzą. Nie wszyscy, ale niektórzy. Dziś ładna pogoda. Znaczy się... Nie, nieładna dla reszty ludzi. Dla mnie czarne chmury i deszcz to piękna sceneria. Poszłam na spacer i wdychałam zapach mokrego igliwia. Wiatr smagał po twarzy i nogach, ale co tam. Kiedy się przejaśniło, między czernią wykwitły różowe smugi. Pięknie było. Wróciłam i znów mój introwertyczny tryb życia - czytanie, pisanie, rysowanie. Najlepiej mi tak.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

widzę, że nie tylko ja wolę spędzać czas z książką niż z bandą idiotów otaczających mnie w szkole ;)
OdpowiedzUsuńAle trzeba to jakoś znosić. trzymaj się :)
mój blog http://pragnieniacele.blogspot.com/
dziękuję, zajrzę do Ciebie :)
UsuńSkąd ja to znam... Mam nadzieję, że wytrzymasz i będziesz silna. Musisz. Nie poddawaj się, nie przejmuj się ludźmi, mam z tym samym problem i zawsze to oni wygrywają ze mną, nie ja z nimi.
OdpowiedzUsuńMoże kiedyś wstawisz tu swój rysunek? Bądź spis ulubionych książek. Jestem ciekawa.
Całuję i ściskam!
~Lui.
Dziękuję! Rysunkami chętnie się podzielę :) Mogę nawet zadedykować Ci post :)
Usuń