sobota, 31 maja 2014

Tourner dans le vide.

Obracam się w pustkę. W wolnym tłumaczeniu. I tak samo ze mną. W jednej sekundzie jest pięknie. jedno słowo. I już chcę zdechnąć. Staram się cieszyć drobnostkami, ale przytłaczam sama siebie. Nic nie pomaga. Pozytywizm umyka gdzieś, a ja nie mogę go złapać na tak długo, jak bym tego chciała. I tylko łzy w oczach. Chcę sobie pomóc. Nie wiem jak. Nie umiem. To za trudne.

wtorek, 27 maja 2014

Głosy w mojej głowie.

One chcą mnie zabić. Stare demony, a może nawet tylko jeden demon, powstały z martwych. Ale one przecież nie umierają. Nie pozbędę się ich. Nie chcę jutro jeść. Niby nie jem dużo. Niby jest ok. To czemu mam ochotę się pociąć? Nie zrobię tego, ale chciałabym. Znowu. Widzę ten obrzydliwy kokon tłuszczu, widzę paskudną, czerwoną od upału, spoconą twarz. Prosiak, myślę. Wyglądam jak świnia. I tak się czuję. Nie wyładniałam do lata. Nie jest dobrze. Ja przecież w ogóle nie powinnam jeść. Co ja sobie myślę... No co?? Będę tłusta do końca życia, choćbym nie wiem jak się starała i jak długo walczyła. Mogę sobie płakać w poduszkę. Nikogo to nie interesuje. A nawet jeśli... Co zrobią? Poślą mnie na leczenie? Nie umiem się głodzić, nie umiem rzygać, blizny mi się goją... Więc jestem zdrowa na umyśle, nie? Nie. Nikt, kto ma takie myśli nie jest zdrowy, kochani i to jedyna pewna rzecz. Nie obrażam nikogo. Mówię jak jest. Tyle. A moje głosy w głowie są nieznośne. Patrzę w lustro i nie mogę... Po prostu nie mogę. Mam chwilę, kiedy uda mi się zrobić zdjęcie - nie, nie tego grubego cielska - wiem, jak ono wygląda na zdjęciach, tylko twarzy, która piękna nie jest, ale da się zakryć ją kosmetykami, filtrami na Instagramie i odpowiednim kadrem. Sztuczki, żeby wyglądać ładnie chociaż na zdjęciach. Niektórych. Tylko na niektórych zdjęciach. Tylko czasem. Tylko nigdy - powiedzmy sobie prawdę. Ta ja ze zdjęć to nie ja - podrobiona, dobrze wykadrowana i ustawiona morda, która w odpowiednim świetle imituje ładną. Ale w rzeczywistości jest inaczej. W internecie każdy jest lepszy, bo może. A rzeczywistość boli.

wtorek, 20 maja 2014

Behind the masks, faces suffer loneliness.

Gdybym wiedziała, że ta osoba, która tak dużo się uśmiecha i żartuje, robi to tylko dlatego, że jest na psychotropach... Że regularnie odwiedza psychiatrę. Gdybym wcześniej wiedziała, że ja i podobni ludzie, których nie akceptowano i którzy zmagali się z niepewnością z uśmiechem przyklejonym do twarzy, pomagamy jej, że dzięki nam uśmiecha się szczerze, że jesteśmy jej lekarstwem... Gdybym się nie dowiedziała, nigdy bym nawet o tym nie pomyślała. Nigdy. To straszne, jak wiele ukrywamy. Jak wiele smutku czai się w ludziach, choć wyglądają na najszczęśliwszych pod słońcem... Ze mną jest tak samo. Znalazłyśmy się nie przez przypadek, bo przypadkowe znajomości nie istnieją. Być może mam być dla kogoś lekarstwem, skoro ktoś inny przestał być nim dla mnie?
Bilans: 540 kcal

wtorek, 29 kwietnia 2014

People fucked me up.

Bilans z wczoraj: 550 kcal
Bilans z dziś: 570 kcal

Dobrze, niedobrze? Nie wiem. W porównaniu z ostatnimi dniami to raczej dobrze, ale czuję się nadal jak jakaś wywłoka. Na dodatek zbliża się wyjazd do Holandii i będę zmuszona znieść całą drogę do i z powrotem, a nawet więcej czasu z osobą, która teraz wkurza mnie niemożebnie i ledwo powstrzymuję się przed daniem jej w twarz. Nie moja wina, że zachowuje się, jakby mózg wyleciał jej uchem, kiedy spadła ze schodów... Jestem paskudna, wiem. Ale kiedyś taka nie byłam. Ludzie mnie sprowokowali i oto jestem - wredny strzępek nerwów, zachowujący doskonałe pozory wyluzowanej licealistki. Nie mam pojęcia, po co poszłam dzisiaj do szkoły. Ech. Byłabym szczęśliwsza nie będąc tam. Po raz kolejny
powiem - zdarza się.

sobota, 26 kwietnia 2014

Czy to wokół jest tak zimno czy to we mnie już coś zgasło?

Mam taką pustkę w sobie. Śmieję się, jest super. Ale nadal nie wiem czego chcę. Bałagan we mnie jak był tak jest. I nie wiem, co jest dla mnie ważne. Obrastam w tłuszcz - trzeba mnie zbesztać za to, zmieszać z błotem najlepiej i kazać odłożyć tę czekoladkę do pudełka. Ale przecież jedzenie nie zapełnia pustki, wiesz o tym. Wiesz, ale i tak wciąż to robisz. Czy cukier i tłuszcz zbliżą cię do emocjonalnej równowagi? Wyjaśnią, odpowiedzą na pytania, na które sama nie znasz odpowiedzi? Raczej nie. Mało prawdopodobne. W poniedziałek muszę popracować nad dietą South Beach. Koleżanka (nomen omen chudsza ode mnie - gdzie tu sens? gdzie logika?) przechodzi na nią, więc byłoby mi wstyd zawalić po raz... powinnam liczyć? Lepiej nie. Dobra. Fall down seven times, stand up eight, no nie? Ale ileż można upadać, zapytacie. No, dużo. Aż się całkiem nie połamiesz i nie załamiesz. Wtedy powraca determinacja. Albo też zanika całkowicie. To zależy. Mam nadzieję, że samo wycięcie z jadłospisu węglowodanów coś da. Powinno.

Co jeszcze mam do powiedzenia? Niewiele. Kupuję masowo książki, a ostatnio coś mnie wzięło na koszulkę z Władcy Pierścieni. Sentymenty, ach. Nie rozwikłałam zagadki niechęci to pewnej osoby, ale wiem, że na siłę tej przyjaźni utrzymywać nie będę. Juź mi się do przejadło i koniec. Adios. Co było, a nie jest - nie pisze się w rejestr. Dobrze jest to wiedzieć. Czy nie uważacie, że jakiś chłód ode mnie bije czasem? Mam wrażenie, jakby niekiedy dało się to odczuć na skórze. Niedowartościowane dziwadło, które się wywyższa bez powodu. Śmieszne. Coś we mnie zgasło. Tak zwyczajnie, po prostu. Ogień w kominku też gaśnie, a podsycanie go to strata czasu. Chciałabym poczuć się dobra. Jestem jakjakiś pokiereszowany, zabłąkany anioł, który swojej wolnej woli nie umie dobrze wykorzystać, a ciało na jakie trafił więzi go i ciągnie uparcie ku ziemi. A skrzydła mu dawno oderwali. No przykre.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Coś mnie w środku boli.

Coś mnie po prostu szarpie wewnątrz. Mieliście kiedyś tak, że kiedy pewna osoba, z którą dawniej byliście blisko, napisała odczuwaliście niemalże drgawki i nieprzyjemny ucisk w żołądku? Chcieliście napisać: "Nie pisz więcej. Skończmy to."? Bo ja tak mam. A ta osoba wciąż uparcie nie rozumie znaków, jakie dajesz. Nie wiem... Była mi bliska. A teraz... kiedy z nią rozmawiam uśmiech znika mi z twarzy. Za dużo wspomnień? Może. Nie wiem. Jestem okropna. Myślałam, że ten chłód przejdzie, ale jest tylko gorzej. Ta przyjaźń umarła. Ona już nie żyje, ale widzę to tylko ja. Bo umarła dla mnie. Jestem okropna. Miałam być dobra, a nie umiem dojść z ludźmi do ładu. Męczy mnie ta znajomość. Kiedyś... przez jakiś czas była wszystkim. Jest niczym. Przykro mi, ale tak się jakoś stało. Ja już tego nie odwrócę. I nie wiem nawet, czy chcę. Nie zależ mi chyba. Chciałam być dobra zawsze i dla wszystkich, ale... ile jeszcze będę wbrew sobie udawać, że czuję to, co wcześniej? Wszystko umarło. Może tak miało być. Może te dziwne uczucia względem jednej i tylko jednej osoby... to znak? Może ktoś z góry mówi "Zakończ to"? Za dużo pytań. Za mało odpowiedzi.

piątek, 18 kwietnia 2014

Sporo nam się wydawało.

Widzieliśmy miłość tam, gdzie było ślepe, młodzieńcze pożądanie.
Widzieliśmy zaufanie tam, gdzie była chęć powiedzenia wszystkiego komukolwiek.
Widzieliśmy wiarę tam, gdzie były tylko puste rytuały pozbawione ufności.
Widzieliśmy zmianę tam, gdzie było tylko dreptanie w błędnym kole.
Widzieliśmy szczęście tam, skąd uciekło - a może go tam nawet nigdy nie było.
Wzruszaliśmy ramionami na rzeczy złe i destrukcyjne, bo może jednak są dobre.
Sporo nam się wydawało, nie sądzisz?
A nic z tego nie było prawdziwe...


Taka mała dzienna dawka melancholijnej, pseudo-poetyckiej prozy w moim wykonaniu. Tak w ogóle spokojnych Świąt wam życzę, kochani. Radości przede wszystkim.