wtorek, 27 maja 2014

Głosy w mojej głowie.

One chcą mnie zabić. Stare demony, a może nawet tylko jeden demon, powstały z martwych. Ale one przecież nie umierają. Nie pozbędę się ich. Nie chcę jutro jeść. Niby nie jem dużo. Niby jest ok. To czemu mam ochotę się pociąć? Nie zrobię tego, ale chciałabym. Znowu. Widzę ten obrzydliwy kokon tłuszczu, widzę paskudną, czerwoną od upału, spoconą twarz. Prosiak, myślę. Wyglądam jak świnia. I tak się czuję. Nie wyładniałam do lata. Nie jest dobrze. Ja przecież w ogóle nie powinnam jeść. Co ja sobie myślę... No co?? Będę tłusta do końca życia, choćbym nie wiem jak się starała i jak długo walczyła. Mogę sobie płakać w poduszkę. Nikogo to nie interesuje. A nawet jeśli... Co zrobią? Poślą mnie na leczenie? Nie umiem się głodzić, nie umiem rzygać, blizny mi się goją... Więc jestem zdrowa na umyśle, nie? Nie. Nikt, kto ma takie myśli nie jest zdrowy, kochani i to jedyna pewna rzecz. Nie obrażam nikogo. Mówię jak jest. Tyle. A moje głosy w głowie są nieznośne. Patrzę w lustro i nie mogę... Po prostu nie mogę. Mam chwilę, kiedy uda mi się zrobić zdjęcie - nie, nie tego grubego cielska - wiem, jak ono wygląda na zdjęciach, tylko twarzy, która piękna nie jest, ale da się zakryć ją kosmetykami, filtrami na Instagramie i odpowiednim kadrem. Sztuczki, żeby wyglądać ładnie chociaż na zdjęciach. Niektórych. Tylko na niektórych zdjęciach. Tylko czasem. Tylko nigdy - powiedzmy sobie prawdę. Ta ja ze zdjęć to nie ja - podrobiona, dobrze wykadrowana i ustawiona morda, która w odpowiednim świetle imituje ładną. Ale w rzeczywistości jest inaczej. W internecie każdy jest lepszy, bo może. A rzeczywistość boli.

2 komentarze:

  1. W pewnym sensie myśli rezygnacyjne i autodestrukcyjne są naturalnym odruchem obronnym przed cierpieniem, ciągłym bólem. Ale jest granica. Przekracza się ją, gdy te myśli są zbyt obsesyjne, intensywne, częste. Wtedy to jest niepokojące. Wzrastają tendencje samobójcze. Martwię się o Ciebie. Wyobrażam sobie jak się czujesz. Nie daj się tym demonom. Bądż silniejsza od nich. Znajduj każdego dnia powodu by przetrwać do kolejnego. Ale przede wszystkim nie daj się zwariować. Nie jesteś wariatką. Potrzebujesz pomocy, a przecież każdy ma prawo by ją uzyskać, każdy w którymś momencie życia jej potrzebuję. Wylecz duszę, a potem możesz zacząć przejmować się wyglądem zewnętrznym. Mam przeczucie, że jesteś ładną dziewczyną, a to niskie poczucie swojej wartości zawdzięczasz kompleksom, które można zaleczyć łatwym sposobami. Możesz zwrócić teraz większą uwagę na te mniejsze szczegóły, nie tusza, a np nowe perfumy, kremy do twarzy, rąk, balsamy, możesz spróbować robić sobie takie dni relaksu i czasu dla siebie by o siebie zadbać, maseczki, peelingi itd, itp, co lubisz. Uszczęśliwiaj swoje ciało takimi drobnymi rzeczami, a poczujesz się lepiej, nie gwarantuje Ci tego, ale to bardzo przyjemna i sprawdzona metoda.
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku... Tak ładnie to napisałaś, że aż coś mnie tknęło w środku... Trafiłaś do mnie. A to sztuka, naprawdę. Dziękuję, że są jeszcze ludzie, którym nie jest to obojętne. Postaram się pozbierać, chociaż od dawna to sobie powtarzam...

      Usuń