wtorek, 1 kwietnia 2014

▽ Road Trip Diet 1 ▽

Nie wiem, jak się ogarnąć, ale może Road Trip jakoś mi pójdzie. Limity nie za duże, ale też nie za małe (bo te małe mogłyby mnie znowu w napady wpędzić, a tego nie chcę). Zobaczymy. Mam nadzieję na pełne ogarnięcie, bo już kwiecień, a ja przypominam swojego chomika - mała, gruba kulka, która ciągle trzyma w łapkach jedzenie i mieli je zawzięcie w pyszczku, a potem zamiast pobiegać - idzie spać. Trochę to śmieszne, ale ja naprawdę żyję jak chomik... Tak nie może być. Przecież nie jestem zwierzęciem, no halo! Wakacje coraz bliżej, muszę wygrzebać z szuflady motywację i nią żyć, bo inaczej wrócę do punktu wyjścia szybciej, niż bym tego chciała. A nie chciałabym w ogóle. A szkoła mi nie pomaga - czasem wręcz dobija. I dowiedziałam się, że jestem nikim. Fajnie. Miło. Panna Nikt pozdrawia i życzy miłego dnia.
Bilans: 705 / 850

poniedziałek, 31 marca 2014

Boże, daj mi ładną twarz.

Z ładną twarzą świat bym zwojowała, a tak? Czasem wydaje mi się, że nie jest tak źle, ale jednak jest.. Przeglądam sobie stoicko Facebooka, oglądam zdjęcia znajomych - wszystkie dziewczyny takie ładne, z cudownymi włosami, promiennym uśmiechem, który nie sprawia, że przypominają wypchanego żarciem chomika, jak to się dzieje w moim przypadku, słodkie, filigranowe... A ja? Ja w tym tłumie jakaś taka mdła i bezimienna. W czarnej, starej bluzie i koszulce Rolling Stonesów. I rozklapanych butach, o. Cała ja. Czasem modlę się, żeby przypominać choć troszkę dziewczęta w zwiewnych spódniczkach, idealnie dopasowanych do wcięcia w talii, delikatnych rajstopach i urokliwych butach z kocimi mordkami. Mam jednak wrażenie, że Bóg wzdycha tylko, tracąc cierpliwość nad taką małą, niewdzięczną marudą. Bardzo chcę umieć doceniać to, co mam... ale jak? No jak? Jak być dobrym, gdy inni są lepsi? Nauczyć się być ostatnią wśród pierwszych?

niedziela, 30 marca 2014

Anioł z powyłamywanymi skrzydłami.

Człowiek z powyłamywanymi myślami. 
Każdy jest połamany - nawet anioły, a patologie są wszędzie. 
Połamana ja powoli się skleja i udaje, że siebie lubi.
Mój Anioł Stróż zbiera pióra z podłogi.
Oboje sprzątamy sobie w życiu.
Tyle, że anioły są perfekcyjne i piękne - nawet bez piór. 
Ja nie. I nigdy nie będę. Ale nie wolno przestać się starać.

To był taki pseudo-poetyki wstęp. Miałam wenę. Jakoś tak. Odkryłam nową herbatę zieloną Liptona z cytryną - ma 30% mniej cukru. Nigdy wcześniej jej nie piłam, ale stwierdzam, że jest dobra i ma 50 kcal w całej butelce. Dla jednych dużo - dla innych mało - dla mnie w sam raz. Owszem, szkoda marnować kalorie na picie, ale czasem mam taki kaprys. Zły ze mnie człowiek, bo ulegam kaprysom, ale cóż.. Nie tak bardzo jak kiedyś, mimo wszystko. Rano w biegu pochłonęłam płatki, nawet nie wiem, ile mogły mieć... 200? 300? Coś koło tego. Czeka mnie dziś obiad z gośćmi w Gołuchowie. Milutko. Ciekawe, co zjem? Jakoś nie chce mi się nad tym zastanawiać. Wczoraj cały dzień się uczyłam - od rana o 11 korki z matmy, potem czytanie Makbeta na poniedziałek, rosyjski, bo kartkówka i jeszcze historia... Cudowne życie uczennicy najlepszego (ponoć) liceum  w mieście, które uczyć nie umie, a umie wymagać. Chore.


niedziela, 23 marca 2014

Nie wolno przebywać z ludźmi, którzy psują nam charakter.

Po prostu nie. Czasem mam wrażenie, że poznałam nie tych ludzi, co trzeba... Nie rozumiem. Zrobiłabym jakąś wymianę znajomych na ludzi, którzy wywarliby na mnie lepszy wpływ, niż do tej pory. Oni mnie zniszczyli, prawdę mówiąc... Oczywiście, moja też w tym wina, bo się zgadzałam, kiedy trzeba było powiedzieć zwyczajnie "nie", ale cóż... Błędy życia. Przed nimi nie ucieknę, ale je naprawiam. Naprawiłam wszystkie. Dokumentnie. Tylko co dalej? Muszę wierzyć. Mocno. Mocniej, niż dotychczas. Tylko tak uratuję moje podziurawione, poplamione "ja", które wytacza się z rowu porażek i zażenowania życiem ku świetlanej (?) przyszłości. Poza tym ostatnio ograniczałam stopniowo jedzenie i od jutra będę jeść więcej owoców i rzeczy około-owocowych, ale bez cukru. Dziękuję za uwagę, idę uczyć się fizyki (chociaż ani troszkę mnie ona nie obchodzi). Trzymajcie się! Na dziś tyle mojego gadania.

sobota, 8 marca 2014

Uzależniona, zdziczała introwertyczka.

Bo umiem i lubię być sama, ale to jest okropna pułapka, gdy zacznie ci być dobrzej samej. Uzależnisz się od głupich seriali. Zdziczejesz.

Więc dziczeję. Od ponad tygodnie leżę ze skręconą kostką i pomijając bardzo sporadyczne odwiedziny kogokolwiek, stwierdzam, że potrzebowałam tego. Czasu tylko dla siebie i nikogo więcej. Odkąd zauważyłam, że się zmieniam i chcę stać się lepszą sobą, mój dystans do niektórych ludzi i wspomnień z nimi związanych wzrasta szybciej, niżbym tego chciała albo się tego spodziewała. Ale czuję się z tym dobrze - przynajmniej w większości. Nie potrzebuję niektórych ludzi i choć brzmi to okrutnie, to prawda. Nie umiem nikomu powiedzieć wprost "wybacz, przeżyliśmy to i owo, ale przez ciebie robiłam rzeczy, których nie powinnam i teraz żałuję, więc wynocha z mojego życia, bo robię w nim porządek i dla ciebie nie ma w nim miejsca". No nie da się tak powiedzieć. A chciałabym. Ludzie tak mnie teraz denerwują, że wolę być czasem sama ze sobą i moim wymyślonym światem książek i seriali. Głupie? Na pewno. Ale tak jest. Czuję jednak wewnątrz palącą potrzebę oderwania się od "kiedyś" i oddalenia na tyle na ile to możliwe od osób, przez które zachowywałam się tak, a nie inaczej. Bo chcę być dobrą, porządną osobą. Śmieszne? Może. Nie obchodzi mnie to. Ja sama o sobie decyduję i już nie będzie tak, że rzucam się na ochłapy pseudo-uczuć od ludzi, którym nie zależy i poniżam się, bo jestem warta więcej. Jakkolwiek jestem daleka os całkowitej samoakceptacji, tak wiem, że to nie zainteresowanie ludzi jest miarą mojej wartości, ale ja sama i moje decyzje. Dlatego oddalam się od tych, których wpływ sprawił, że decydowałam pochopnie i źle. I tyle.

W psychologii jest takie pojęcie „błysk” to jest moment kiedy człowiekowi w głowie się wszystko zmienia, kiedy nagle dociera do niego cos co było oczywiste od lat, ale teraz nabrało innego wymiaru.

wtorek, 25 lutego 2014

Mój przyjaciel - Sudafed.

Tak, wiem, że to złe. Tak, wisi mi to. Tak, mam ochotę wbić przypadkowej osobie ołówek w krtań. Cały dzień chodzę rozedrgana i płaczę z wściekłości. Nienawidzę szkoły. Nie-na-wi-dzę. I to nie ze względu na ludzi, tylko nauczycieli. Pieprzonych belfrów, którzy mają głęboko w dupie każdego z nas. Piękne dzięki. Też mnie gówno obchodzicie, tylko, że z mojego powodu wy nie macie rozstroju emocjonalnego - taka subtelna różnica. Jedyne, co mnie trzymało tego dnia to głód. A w zasadzie jego brak dzięki Sudafedowi. Ostatni raz. Obiecuję. Potrzebowałam go... Potrzebowałam pustki w żołądku dla uspokojenia myśli. Przynajmniej jedna rzecz, która czyni mnie silną. Muszę do tego wrócić. Muszę poczuć się lepsza choćby w tym względzie. W ogóle... dlaczego ja płaczę kiedy się złoszczę? Nie rozumiem. Kiedyś tak nie miałam, a teraz... O, nie - nie płacze publicznie, gdzieżby. Mam swój honor. Kiedy tylko wejdę do domu, wyrzucam z siebie wszystko z siłą bomby atomowej, a kiedy emocje opadną, zostaje pusta. Taka okropna, obezwładniająca pustka i chęć wiecznego nicnierobienia. Ten dzień upłynął mi pod znakiem słowa "nienawidzę" i "głodówka". Liczba kalorii - 0. Liczba pozytywnych emocji - mniej więcej tyle samo.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Even devil was once an angel.

"Nie ufaj nikomu. Szatan też był kiedyś aniołem."

O czym rozmyślam? O tym, że czasem ktoś zmienia nieco priorytety. Przykładowo ja. Z jednej strony mnie to smuci, z drugiej nie. Niektórych przyjaciół świadomie odpycham, innych - przeciwnie. Czy to naturalna selekcja? Może. Nie wiem, dlaczego odpycham akurat osobę, z którą przeżyłam najwięcej, ale coś wewnątrz mnie jej już nie chce. To, co nas łączyło było złe i nie powinno się zdarzyć. Tyle powiem. Na chwilę obecną wiem jedno - jestem znowu spasioną świnią. Boję się wagi, ale wejdę jutro, zobaczyć, ile przytyłam. Bo przytyłam. Muszę wrócić do tych ładnych, czystych bilansów... Muszę. Po prostu muszę. Chcę być wreszcie inną osobą, ale ile jeszcze razy będę obiecywała sobie zmiany, zamiast ich dokonywać? Ech... Kończąc, utwierdziłam się w przekonaniu, że ufanie mi to czasem zły pomysł. Staram się być lepsza, ale idzie jakoś koślawo. Ale nie jest mi przykro. Tak najwidoczniej musi być. Bariera do ludzi rośnie nie bez powodu. Sens jest nawet tam, gdzie nie powinno go być.