czwartek, 16 maja 2013

ABC: Dzień 4

Chciałabym napisać, ale... chyba nie ma o czym.

Bilans:
- kromka razowca + łyżeczka margaryny + plasterek szynki Świat Drobiu + 5 plasterków pomidora + rzodkiewka + liść sałaty (130 kcal)
- małe jabłko (60 kcal)
- zupa krem z brokułów (75 kcal)
- batonik Fitness tiramisu (90 kcal)
razem: 355 kcal / 400 kcal

środa, 15 maja 2013

ABC: Dzień 3

Wiecie, co jest dziwne? Fakt, że kiedy jestem ze znajomymi to niemalże non stop się śmieję. Naprawdę! I to z największych głupot. Razem jesteśmy po prostu istna gromadą wariatów. Wtedy nawet zapominam, że jestem gruba i brzydka. Wszystko zmienia się jednak, kiedy wracam do domu. Nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki - uśmiech znika. Zwłaszcza, kiedy popatrzę w lustro dłużej niż sekundę. Gdzie tu sens, powiedzcie mi? No, gdzie? Ze stanu radosnej euforii wprost w otępienie. Nie rozumiem... Rozumiem tylko tyle, że się nienawidzę...

Bilans:
- owsianka Kupiec (198 kcal)
- zupa krem w brokułów (75 kcal)
razem: 273 kcal /  300 kcal + długi spacer

wtorek, 14 maja 2013

ABC: Dzień 2

Dzień drugi ABC. Póki co idzie dobrze. Ale... nie mów hop i tak dalej... Zobaczymy potem. Dziś na wuefie biegaliśmy. Oczywiście ja jedna z wolniejszych, bo jak inaczej... Ech. To się zmieni. Kiedyś na pewno...

Bilans:
- serek wiejski lekki Mlekovita 200g (162 kcal)
- 2 kromki Wasy (40 kcal)
-  małe jabłko (60 kcal)
- zupa krem z brokułów (75 kcal)
- jajko na twardo (90 kcal)
- mały pomidor (21 kcal)
- Hoop Cola light (2 kcal)
razem: 450 kcal / 500 kcal

poniedziałek, 13 maja 2013

ABC: Dzień 1

No więc... pierwszy dzień ABC. Tak jak powiedziałam, muszę się wziąć za siebie i to mocno. Wytrwam. Muszę... Wczoraj popłakałam się przed lustrem. Nie mogę tak więcej...

Bilans:
- muesli 30g (102 kcal)
- mleko 0,5% (93 kcal)
- kawa espresso macchiato Lidl (56 kcal)
- gulasz 50g (92 kcal)
- 3 łyżki kaszy gryczanej (67 kcal)
- 3 łyżki surówki z białej kapusty (41 kcal)
razem: 451 kcal / 500 kcal + 30 min. ćwiczeń

piątek, 10 maja 2013

Wstyd...

Wczoraj wróciłam z wycieczki. Było miło, ale w kwestii jedzenia... porażka. Znowu. Jem, jem, jem... Oszaleję... Z pełną świadomością wpycham w siebie wszystkie niezdrowe kalorie, jakby miało nie być jutra... Od poniedziałku ABC. Na 100%. Przyjaciółka przechodzi na SGD - będziemy się wspierać. Przynajmniej tyle. A co do mojego osiągniętego celu... Te kilogramy pewnie już wróciły... Gratulacje, spaślaku. Tucz się dalej...

piątek, 3 maja 2013

Pierwszy cel osiągnięty!

Dziś rano waga nareszcie pokazała 54 kg. Tak długo na to czekałam... Ale wreszcie pierwszy cel mam za sobą. Teraz czas na kolejne.  Grunt to się nie poddać, mimo wszystkich przeciwności i iść naprzód. Tylko tak jesteśmy w stanie coś osiągnąć. Nie inaczej. Muszę uwierzyć, że jestem w stanie osiągnąć to, co taki szmat czasu temu sobie wymarzyłam... Ale wciąż czuję się gruba... Zwłaszcza moje nogi są okropne... Cieszy mnie jedynie widok kości biodrowych, które wystają coraz bardziej. Ech... szkoda, że żebra tak słabo widać... Ale i na to przyjdzie pora. Dzisiaj zjadłam 200g warzyw na patelnię z przyprawami, czyli 110 kcal. Nic więcej.

czwartek, 2 maja 2013

To był dobry dzień.

Naprawdę. To był naprawdę dobry dzień. Wiem, że - jak mawiają babcie - nie należy chwalić dnia przed zachodem, ale pierwszy raz od dłuższego czasu mogę śmiało tak powiedzieć. I jest mi z tym cholernie dobrze! Dzisiaj raz jeszcze głodówka. Rodziców nie ma, więc nie ma problemu. Źle mi tylko z tym , że zmuszona jestem kłamać... Kiedy rozmawiałam z mamą przez telefon, zapytała, co jadłam na obiad. Odpowiedziałam zupełnie naturalnie, że będąc na zakupach w galerii kupiłam sobie sałatkę z kurczakiem. Uwierzyła. Dlaczego miałaby nie wierzyć córce, prawda? No właśnie... Nie cierpię kłamać, a wciąż zmuszona jestem to robić... Tylko, że innego wyjścia nie ma. Niestety... Według rodziców nie powinnam się odchudzać, więc udaję, że tego nie robię. A udawanie opanowałam niemal do perfekcji. Przynajmniej to... No, ale... Smęty na bok. Nie dziś. Pochwalę Wam się, co upolowałam - koszulę khaki, podobną do tej, krótką skórzaną kurtę motocyklową, czarne trampki z ćwiekami - o, takie no i długo wyczekiwane klasyczne conversy, również czarne. Rodzice zawsze narzekali, że za drogie, że po co mi, że zwykłe trampki tylko z jakimś znaczkiem itp. A kiedy powiadomiłam mamę o tym zakupie, stwierdziła tylko "Aha. No fajnie." Zdziwiłam się, ale pozytywnie. Zgodziła się nawet w odległej przyszłości kupić mi wymarzone glany... Tak, tak... Zamierzam zmienić styl na nieco bardziej... hmm... mroczny? Może. Może o to mi chodzi. Ale najpierw muszę schudnąć. No i za tydzień wymieniam okulary na soczewki - to też wiele zmieni. Trzymajcie się ciepło!