
Naprawdę. To był naprawdę dobry dzień. Wiem, że - jak mawiają babcie - nie należy chwalić dnia przed zachodem, ale pierwszy raz od dłuższego czasu mogę śmiało tak powiedzieć. I jest mi z tym cholernie dobrze! Dzisiaj raz jeszcze głodówka. Rodziców nie ma, więc nie ma problemu. Źle mi tylko z tym , że zmuszona jestem kłamać... Kiedy rozmawiałam z mamą przez telefon, zapytała, co jadłam na obiad. Odpowiedziałam zupełnie naturalnie, że będąc na zakupach w galerii kupiłam sobie sałatkę z kurczakiem. Uwierzyła. Dlaczego miałaby nie wierzyć córce, prawda? No właśnie... Nie cierpię kłamać, a wciąż zmuszona jestem to robić... Tylko, że innego wyjścia nie ma. Niestety... Według rodziców nie powinnam się odchudzać, więc udaję, że tego nie robię. A udawanie opanowałam niemal do perfekcji. Przynajmniej to... No, ale... Smęty na bok. Nie dziś. Pochwalę Wam się, co upolowałam - koszulę khaki, podobną do
tej, krótką skórzaną kurtę motocyklową, czarne trampki z ćwiekami - o,
takie no i długo wyczekiwane klasyczne conversy, również czarne. Rodzice zawsze narzekali, że za drogie, że po co mi, że zwykłe trampki tylko z jakimś znaczkiem itp. A kiedy powiadomiłam mamę o tym zakupie, stwierdziła tylko "Aha. No fajnie." Zdziwiłam się, ale pozytywnie. Zgodziła się nawet w odległej przyszłości kupić mi wymarzone glany... Tak, tak... Zamierzam zmienić styl na nieco bardziej... hmm... mroczny? Może. Może o to mi chodzi. Ale najpierw muszę schudnąć. No i za tydzień wymieniam okulary na soczewki - to też wiele zmieni. Trzymajcie się ciepło!