Nie mam pomysłu na tytuł. Na nic nie mam czasu - nauka, nauka, nauka... Rzygam już... (Szkoda, że naprawdę nie rzygam - przydałoby mi się -.-). Mój okropny bilans z dzisiaj:
- jogurt naturalny z otrębami orkiszowymi (130 kcal)
- Milka Caramello niecałe - 4 kostki (144 kcal)
- ciastka Pieguski (383 kcal)
- 2 pierogi z mięsem bez sosu (164 kcal)
- miseczka barszczu ukraińskiego (153 kcal)
- surówka (30 kcal)
razem: 1004 kcal
Nie byłoby tragedii, gdyby nie te słodycze. Ech. Ale to i tak mniej kcal, niż ostatnio. Prawie 1000. Prawie...
środa, 27 lutego 2013
poniedziałek, 25 lutego 2013
Zawalam, zawalam, zawalam...
Porażka na całej linii. Dzisiaj cholerne 1300 kcal i zero ćwiczeń... Ja nie wiem, co się ze mną porobiło, ale chcę z powrotem do Any! Z nią było mi lepiej... Przecież żarciem się nie uszczęśliwię... a jeśli już to na chwilę, bo potem spojrzę w lustro i znów pomyślę "Boże.. co za grubas! Jaka ohyda!" i znów po przyjęciu wykradnę cudzy aparat, żeby pousuwać prędko swoje obrzydliwe zdjęcia... To żałosne. Nie mogę tyle żreć... Przecież utyłam... całe 2 kilo! Jak ja tak mogę? No jak?? Muszę się ogarnąć. Muszę. Dlaczego już nic mi nie wychodzi? Dlaczego smęcę zamiast się chwalić? Nie tak miało być... Nie tak... Cholera. A z innej beczki... W weekend prostuję włosy. Te moje kudły doprowadzają mnie do szału. I to chyba tyle na dziś... Żegna Was idiotka jakich mało...
piątek, 15 lutego 2013
Noc.
Jest noc. Czuję się lepiej. Dziś znów miałam gości. To miłe. Odgniotłam sobie żebra, leżąc z nimi na podłodze. Nie wiedziałam, że moje zebra są aż tak blisko skóry...
środa, 13 lutego 2013
Gorączka, ból, łóżko... mój świat?
Chyba los nie chce, abym w tym roku zbyt często ruszała się z domu... Chyba. Na to wygląda... Wczorajszej nocy nie przespałam ani trochę - najpierw sama z siebie (i po części przez ataki kaszlu), a od 5 rano przez 39 stopni gorączki, która utrzymywała mi się jeszcze przez połowę następnego dnia. Przyszła lekarka, jak zwykle stwierdziła, że to przecież nic takiego, wypisała leki, poszła... Wróciłam do łóżka. Tej nocy spałam. Niespokojnie, ale spałam. Wciąż kaszlę. Duszę się. Faszeruję lekami. Jest mi samotnie. Chcę wrócić do przyjaciół... Wiem, że radzą sobie beze mnie (no, może z wyjątkiem E., która poza mną za wielu przyjaciół nie ma...), ale mnie i tak ich brak. Kiedy pomyślę, ile rzeczy mnie teraz mija... Ech. Mnie się już odechciało chorować, naprawdę... Prawie nic nie jem. I tak jestem gruba. Nie jem, bo choroba odbiera apetyt. Normalnie już bym żarła jak zawsze. Rodzice zmuszają mnie, żebym jadła. Nawet choroba nie jest dla nich wymówką... Mam ultimatum - albo jem, albo nie biorę leku na gorączkę, którego na czczo się nie bierze i się męczę. Więc wpycham w siebie to jedzenie, a ono rośnie mi w ustach... Umieram. Idę spać. Czekam na E. Dziś też przyjdzie. Kochana... Ona pamięta...
PS. Jutro walentynki. Cholera.
PS. Jutro walentynki. Cholera.
wtorek, 29 stycznia 2013
Chora na zewnątrz i chora w środku.
Chora. Tak opisuję mój aktualny stan. A raczej... mój stan, który jest wynikiem jakże chytrego i jakże nierozsądnego planu. Ale czy ja kiedykolwiek zachowywałam się rozsądnie? Nie sądzę. W każdym razie, jestem w domu... i jutro też będę. Dlaczego? Powód, który znają ludzie to jelitówka, którą rzekomo zaraziłam się od rodziców. Rodzice są chorzy - to fakt. Liczyłam, że się od nich zarażę, ale nic z tego. Mój organizm, jak zwykle, wie lepiej. Więc co zrobiłam? Opiłam się Xenną jak niemądra. Tak - skondensowany napój z trzech torebek w małej ilości wody załatwił sprawę. To nic, że przez prawie całą noc latałam do toalety i umierałam na ból brzucha, który odczuwałam tak mocno, jakby ktoś mnie w ten brzuch postrzelił... To nic, że miałam zawroty głowy i nie spałam. To nic, że przed chwilą wypiłam to drugi raz. No, przecież... mam być chora, prawda? To będę. Schudnę przy okazji. Albo przede wszystkim... Dziś przez cały dzień zjadłam pół bułki z masłem i miseczkę manny na wodzie z odrobiną mleka. To chyba jakieś... coś koło 500 kcal, tak myślę. Jak na razie to wszystko i nie zanosi się na więcej, zresztą w takim stanie nikt mnie przecież do jedzenia zmuszać nie będzie. Jak dla mnie to lepiej - przytyłam ostatnio. 2 kilo. Gdzie ja miałam głowę? Po jaką cholerę tyle wpierdalałam? ... i znowu te retoryczne pytania. Ale jedno mnie pociesza - po lekcjach podjechała do mnie E. z zeszytami i życzyła mi zdrowia. To miłe. Miłe, że ktoś od czasu do czasu o mnie pamięta... A teraz, wracam do łóżka jeszcze trochę poumierać.
sobota, 26 stycznia 2013
sobota, 5 stycznia 2013
Go to hell, food!
Otóż dzisiaj zmuszona byłam na urodzinach koleżanki, które były po prostu luźnym towarzyskim spotkaniem w Mac Donaldzie COŚ zjeść. Z początku chciałam tylko kawę, ale każdy coś jadł i głupio mi się zrobiło, więc po ich namowach wzięłam sobie (w moim mniemaniu) mniejsze zło - owocojogurt. Okazało się, ze byłam jedyną osobą z tak dziwnym posiłkiem, ale kiedy patrzyłam, jak reszta żre te hamburgery, nuggetsy, ociekające tłuszczem frytki... brrr! Nigdy w życiu! To by było dla mnie samobójstwo... Niestety, jak się później okazało podstępny Mac Donald's nawet w głupią latte (bez cukru!!) potrafi upchnąć 130 kcal, a w głupi jogurt aż 200 kcal! Myślałam, że się wścieknę! Nie wiem, co oni tam wsadzają, ale dietetyczne to, jak widać nie jest... No, lepsze w ostateczności, niż reszta tego śmieciowego żarcia, ale... Ale. Mogłam wziąć sałatkę... To by dopiero paradnie wyglądało - inni z burgerami a ja z sałatką... Trudno, stało się, Umrzeć, nie umrę, ale jakby tego było mało - rano przy śniadaniu chciałam zjeść tylko jedną połówkę bułki,a le mama powiedziała, że mam zjeść całą, bo potem znając życie prawie nic nie zjem na mieście (co zresztą było prawdą) i ... no znacie to zapewne. Zgodziłam się. A jakże. Nie umiem być asertywna, cholera... Ech. Przynajmniej nie jest więcej, niż 1000 kcal. Marne pocieszenie. Bilans:
- bułka maślana z masłem, kilkoma plasterkami szynki drobiowej i serem żółtym (520 kcal)
- jabłko (60 kcal)
- owocojogurt Mac Donald's (200 kcal)
- kawa latte Mac Donald's (130 kcal)
razem: 910 kcal
Mama, we all go to hell...
- bułka maślana z masłem, kilkoma plasterkami szynki drobiowej i serem żółtym (520 kcal)
- jabłko (60 kcal)
- owocojogurt Mac Donald's (200 kcal)
- kawa latte Mac Donald's (130 kcal)
razem: 910 kcal
Mama, we all go to hell...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

