Chora. Tak opisuję mój aktualny stan. A raczej... mój stan, który jest wynikiem jakże chytrego i jakże nierozsądnego planu. Ale czy ja kiedykolwiek zachowywałam się rozsądnie? Nie sądzę. W każdym razie, jestem w domu... i jutro też będę. Dlaczego? Powód, który znają ludzie to jelitówka, którą rzekomo zaraziłam się od rodziców. Rodzice są chorzy - to fakt. Liczyłam, że się od nich zarażę, ale nic z tego. Mój organizm, jak zwykle, wie lepiej. Więc co zrobiłam? Opiłam się Xenną jak niemądra. Tak - skondensowany napój z trzech torebek w małej ilości wody załatwił sprawę. To nic, że przez prawie całą noc latałam do toalety i umierałam na ból brzucha, który odczuwałam tak mocno, jakby ktoś mnie w ten brzuch postrzelił... To nic, że miałam zawroty głowy i nie spałam. To nic, że przed chwilą wypiłam to drugi raz. No, przecież... mam być chora, prawda? To będę. Schudnę przy okazji. Albo przede wszystkim... Dziś przez cały dzień zjadłam pół bułki z masłem i miseczkę manny na wodzie z odrobiną mleka. To chyba jakieś... coś koło 500 kcal, tak myślę. Jak na razie to wszystko i nie zanosi się na więcej, zresztą w takim stanie nikt mnie przecież do jedzenia zmuszać nie będzie. Jak dla mnie to lepiej - przytyłam ostatnio. 2 kilo. Gdzie ja miałam głowę? Po jaką cholerę tyle wpierdalałam? ... i znowu te retoryczne pytania. Ale jedno mnie pociesza - po lekcjach podjechała do mnie E. z zeszytami i życzyła mi zdrowia. To miłe. Miłe, że ktoś od czasu do czasu o mnie pamięta... A teraz, wracam do łóżka jeszcze trochę poumierać.

Dzięki. A, nie przejmuj się słownictwem. Ja też tak ciągle mówię.
OdpowiedzUsuńA z tym przeczyszczaniem... Sprawdzę, czy na mnie podziała tak samo. Ja też nie traktuję wszelakiego bólu jako czegoś specjalnego...