środa, 13 lutego 2013

Gorączka, ból, łóżko... mój świat?

Chyba los nie chce, abym w tym roku zbyt często ruszała się z domu... Chyba. Na to wygląda... Wczorajszej nocy nie przespałam ani trochę - najpierw sama z siebie (i po części przez ataki kaszlu), a od 5 rano  przez 39 stopni gorączki, która utrzymywała mi się jeszcze przez połowę następnego dnia. Przyszła lekarka, jak zwykle stwierdziła, że to przecież nic takiego, wypisała leki, poszła... Wróciłam do łóżka. Tej nocy spałam. Niespokojnie, ale spałam. Wciąż kaszlę. Duszę się. Faszeruję lekami. Jest mi samotnie. Chcę wrócić do przyjaciół... Wiem, że radzą sobie beze mnie (no, może z wyjątkiem E., która poza mną za wielu przyjaciół nie ma...), ale mnie i tak ich brak. Kiedy pomyślę, ile rzeczy mnie teraz mija... Ech. Mnie się już odechciało chorować, naprawdę... Prawie nic nie jem. I tak jestem gruba. Nie jem, bo choroba odbiera apetyt. Normalnie już bym żarła jak zawsze. Rodzice zmuszają mnie, żebym jadła. Nawet choroba nie jest dla nich wymówką... Mam ultimatum - albo jem, albo nie biorę leku na gorączkę, którego na czczo się nie bierze i się męczę. Więc wpycham w siebie to jedzenie, a ono rośnie mi w ustach... Umieram. Idę spać. Czekam na E. Dziś też przyjdzie. Kochana... Ona pamięta...
PS. Jutro walentynki. Cholera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz