poniedziałek, 25 lutego 2013

Zawalam, zawalam, zawalam...

Porażka na całej linii. Dzisiaj cholerne 1300 kcal i zero ćwiczeń... Ja nie wiem, co się ze mną porobiło, ale chcę z powrotem do Any! Z nią było mi lepiej... Przecież żarciem się nie uszczęśliwię... a jeśli już to na chwilę, bo potem spojrzę w lustro i znów pomyślę "Boże.. co za grubas! Jaka ohyda!" i znów po przyjęciu wykradnę cudzy aparat, żeby pousuwać prędko swoje obrzydliwe zdjęcia... To żałosne. Nie mogę tyle żreć... Przecież utyłam... całe 2 kilo! Jak ja tak mogę? No jak?? Muszę się ogarnąć. Muszę. Dlaczego już nic mi nie wychodzi? Dlaczego smęcę zamiast się chwalić? Nie tak miało być... Nie tak... Cholera. A z innej beczki... W weekend prostuję włosy. Te moje kudły doprowadzają mnie do szału. I to chyba tyle na dziś... Żegna Was idiotka jakich mało...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz