Gdybym wiedziała, że ta osoba, która tak dużo się uśmiecha i żartuje, robi to tylko dlatego, że jest na psychotropach... Że regularnie odwiedza psychiatrę. Gdybym wcześniej wiedziała, że ja i podobni ludzie, których nie akceptowano i którzy zmagali się z niepewnością z uśmiechem przyklejonym do twarzy, pomagamy jej, że dzięki nam uśmiecha się szczerze, że jesteśmy jej lekarstwem... Gdybym się nie dowiedziała, nigdy bym nawet o tym nie pomyślała. Nigdy. To straszne, jak wiele ukrywamy. Jak wiele smutku czai się w ludziach, choć wyglądają na najszczęśliwszych pod słońcem... Ze mną jest tak samo. Znalazłyśmy się nie przez przypadek, bo przypadkowe znajomości nie istnieją. Być może mam być dla kogoś lekarstwem, skoro ktoś inny przestał być nim dla mnie?
Bilans: 540 kcal
wtorek, 20 maja 2014
wtorek, 29 kwietnia 2014
People fucked me up.
Bilans z wczoraj: 550 kcal
Bilans z dziś: 570 kcal
Dobrze, niedobrze? Nie wiem. W porównaniu z ostatnimi dniami to raczej dobrze, ale czuję się nadal jak jakaś wywłoka. Na dodatek zbliża się wyjazd do Holandii i będę zmuszona znieść całą drogę do i z powrotem, a nawet więcej czasu z osobą, która teraz wkurza mnie niemożebnie i ledwo powstrzymuję się przed daniem jej w twarz. Nie moja wina, że zachowuje się, jakby mózg wyleciał jej uchem, kiedy spadła ze schodów... Jestem paskudna, wiem. Ale kiedyś taka nie byłam. Ludzie mnie sprowokowali i oto jestem - wredny strzępek nerwów, zachowujący doskonałe pozory wyluzowanej licealistki. Nie mam pojęcia, po co poszłam dzisiaj do szkoły. Ech. Byłabym szczęśliwsza nie będąc tam. Po raz kolejny
powiem - zdarza się.
sobota, 26 kwietnia 2014
Czy to wokół jest tak zimno czy to we mnie już coś zgasło?
Mam taką pustkę w sobie. Śmieję się, jest super. Ale nadal nie wiem czego chcę. Bałagan we mnie jak był tak jest. I nie wiem, co jest dla mnie ważne. Obrastam w tłuszcz - trzeba mnie zbesztać za to, zmieszać z błotem najlepiej i kazać odłożyć tę czekoladkę do pudełka. Ale przecież jedzenie nie zapełnia pustki, wiesz o tym. Wiesz, ale i tak wciąż to robisz. Czy cukier i tłuszcz zbliżą cię do emocjonalnej równowagi? Wyjaśnią, odpowiedzą na pytania, na które sama nie znasz odpowiedzi? Raczej nie. Mało prawdopodobne. W poniedziałek muszę popracować nad dietą South Beach. Koleżanka (nomen omen chudsza ode mnie - gdzie tu sens? gdzie logika?) przechodzi na nią, więc byłoby mi wstyd zawalić po raz... powinnam liczyć? Lepiej nie. Dobra. Fall down seven times, stand up eight, no nie? Ale ileż można upadać, zapytacie. No, dużo. Aż się całkiem nie połamiesz i nie załamiesz. Wtedy powraca determinacja. Albo też zanika całkowicie. To zależy. Mam nadzieję, że samo wycięcie z jadłospisu węglowodanów coś da. Powinno.Co jeszcze mam do powiedzenia? Niewiele. Kupuję masowo książki, a ostatnio coś mnie wzięło na koszulkę z Władcy Pierścieni. Sentymenty, ach. Nie rozwikłałam zagadki niechęci to pewnej osoby, ale wiem, że na siłę tej przyjaźni utrzymywać nie będę. Juź mi się do przejadło i koniec. Adios. Co było, a nie jest - nie pisze się w rejestr. Dobrze jest to wiedzieć. Czy nie uważacie, że jakiś chłód ode mnie bije czasem? Mam wrażenie, jakby niekiedy dało się to odczuć na skórze. Niedowartościowane dziwadło, które się wywyższa bez powodu. Śmieszne. Coś we mnie zgasło. Tak zwyczajnie, po prostu. Ogień w kominku też gaśnie, a podsycanie go to strata czasu. Chciałabym poczuć się dobra. Jestem jakjakiś pokiereszowany, zabłąkany anioł, który swojej wolnej woli nie umie dobrze wykorzystać, a ciało na jakie trafił więzi go i ciągnie uparcie ku ziemi. A skrzydła mu dawno oderwali. No przykre.
niedziela, 20 kwietnia 2014
Coś mnie w środku boli.
Coś mnie po prostu szarpie wewnątrz. Mieliście kiedyś tak, że kiedy pewna osoba, z którą dawniej byliście blisko, napisała odczuwaliście niemalże drgawki i nieprzyjemny ucisk w żołądku? Chcieliście napisać: "Nie pisz więcej. Skończmy to."? Bo ja tak mam. A ta osoba wciąż uparcie nie rozumie znaków, jakie dajesz. Nie wiem... Była mi bliska. A teraz... kiedy z nią rozmawiam uśmiech znika mi z twarzy. Za dużo wspomnień? Może. Nie wiem. Jestem okropna. Myślałam, że ten chłód przejdzie, ale jest tylko gorzej. Ta przyjaźń umarła. Ona już nie żyje, ale widzę to tylko ja. Bo umarła dla mnie. Jestem okropna. Miałam być dobra, a nie umiem dojść z ludźmi do ładu. Męczy mnie ta znajomość. Kiedyś... przez jakiś czas była wszystkim. Jest niczym. Przykro mi, ale tak się jakoś stało. Ja już tego nie odwrócę. I nie wiem nawet, czy chcę. Nie zależ mi chyba. Chciałam być dobra zawsze i dla wszystkich, ale... ile jeszcze będę wbrew sobie udawać, że czuję to, co wcześniej? Wszystko umarło. Może tak miało być. Może te dziwne uczucia względem jednej i tylko jednej osoby... to znak? Może ktoś z góry mówi "Zakończ to"? Za dużo pytań. Za mało odpowiedzi.
piątek, 18 kwietnia 2014
Sporo nam się wydawało.
Widzieliśmy zaufanie tam, gdzie była chęć powiedzenia wszystkiego komukolwiek.
Widzieliśmy wiarę tam, gdzie były tylko puste rytuały pozbawione ufności.
Widzieliśmy zmianę tam, gdzie było tylko dreptanie w błędnym kole.
Widzieliśmy szczęście tam, skąd uciekło - a może go tam nawet nigdy nie było.
Sporo nam się wydawało, nie sądzisz?
A nic z tego nie było prawdziwe...
Taka mała dzienna dawka melancholijnej, pseudo-poetyckiej prozy w moim wykonaniu. Tak w ogóle spokojnych Świąt wam życzę, kochani. Radości przede wszystkim.
sobota, 12 kwietnia 2014
Piekło jest puste. Wszystkie demony są tutaj.
Zaczęłam od Szekspira, bo... jakoś tak. Ten cytat zawsze uważałam za dający do myślenia. Jak się domyślacie, nie będzie dziś wpisu o jedzeniu, bo... nie wiem, chyba dam sobie spokój. Ja już się do tego po prostu nie nadaję, a z drugiej strony związałam się z tym blogiem jakoś. No, mniejsza. W każdym razie wróćmy do Szekspira i tego, jak czuję się nieprzyjemnie pusta w środku. Bo czuję. Dziwnie mi. Nie widziałam się z nikim od długiego czasu, poza szkołą znaczy, bo
teoretycznie i praktycznie cierpię na brak czasu. No, ale z tym cierpieniem to też nie do końca. Bez ludzi da się żyć, tylko... Nikt nic nigdy nie rozumie. Czy jest na ziemi człowiek, który rozumie? Czytałam kiedyś powiedzenie, że nie należy się martwić tym, że nas nie rozumieją, ale że my innych nie rozumiemy. I może to jest powód do zmartwień. Może. A nawet na pewno. Nie rozumiem ludzi. Kiedy ja zmieniłam się na lepsze i uporządkowałam w miarę mój wewnętrzny burdel, to teraz mam wrażenie, jakbym szalenie nie pasowała do nikogo tak naprawdę. Taki wykoślawiony życiem puzzelek. Element, który na siłę się wciskał w układankę i się wziął i wykoślawił, no. A jak się wyprostował no to masz... Już nie pasuje. I co zrobić?
A te demony w tytule? Cóż... Wierzycie w demony, kochani? Demony mają czasem ludzką postać. Te, które nie mogą jej zdobyć, siedzą nam w głowach. Włażą do nich nieproszone prze szczeliny bólu, strachu, kulawej, niepoprawnej miłości czy wszystkich wspomnień, które by się najchętniej wrzuciło w ogień i patrzyło jak płoną. Tak właśnie. Ludzie mają demony, a demony mają ludzi. Kółko się zamyka. A głos w głowie nadal mówi ci, że jesteś najpaskudniejszym, najgorszym i najpodlejszym człowiekiem, jakiego Bóg stworzył, który na domiar złego nie potrafi cieszyć się cudzym szczęściem, jest zawistny, powierzchowny, głupi i wrzeszczy bez powodu. Wyciszyć się trzeba. Niech paskudy gniją w piekle, a nie w naszych mózgach. Nikt nie chce mieć trupa w głowie, ani żyjącym trupem być. Nie o to chodzi.
Żyj a nie egzystuj. Skończ wegetować, Vesper... Co ma być to będzie. Zaufaj swojemu scenarzyście z góry i tego się trzymaj.Czekaj. Uwierz. Uwierz, cholera. Doceń i zobacz, jak wiele masz.
środa, 2 kwietnia 2014
▽ Road Trip Diet 2 ▽
Dziś był nawet dobry dzień. Nawet. Dość luźny i średnio stresujący. Szkoda, że nie jest tak codziennie. Muszę się uczyć, a tak bardzo mi się nie chce... W piątek mam wolontariat zbierania żywności dla biednych rodzin. Czuję, że powinnam zrobić coś dla innych, a nie dla siebie - jak to się zwykle dzieje. Po prostu. Koniec z wiecznym ja, ja, ja... Nie tylko ja jestem na świecie. Robiąc coś dla innych, zrobię też dla siebie. Nie będę czuła się nikim.
Bilans: 800 / 800
Bilans: 800 / 800
Subskrybuj:
Posty (Atom)






