sobota, 12 kwietnia 2014

Piekło jest puste. Wszystkie demony są tutaj.

Zaczęłam od Szekspira, bo... jakoś tak. Ten cytat zawsze uważałam za dający do myślenia. Jak się domyślacie, nie będzie dziś wpisu o jedzeniu, bo... nie wiem, chyba dam sobie spokój. Ja już się do tego po prostu nie nadaję, a z drugiej strony związałam się z tym blogiem jakoś. No, mniejsza. W każdym razie wróćmy do Szekspira i tego, jak czuję się nieprzyjemnie pusta w środku. Bo czuję. Dziwnie mi. Nie widziałam się z nikim od długiego czasu, poza szkołą znaczy, bo
teoretycznie i praktycznie cierpię na brak czasu. No, ale z tym cierpieniem to też nie do końca. Bez ludzi da się żyć, tylko... Nikt nic nigdy nie rozumie. Czy jest na ziemi człowiek, który rozumie? Czytałam kiedyś powiedzenie, że nie należy się martwić tym, że nas nie rozumieją, ale że my innych nie rozumiemy. I może to jest powód do zmartwień. Może. A nawet na pewno. Nie rozumiem ludzi. Kiedy ja zmieniłam się na lepsze i uporządkowałam w miarę mój wewnętrzny burdel, to teraz mam wrażenie, jakbym szalenie nie pasowała do nikogo tak naprawdę. Taki wykoślawiony życiem puzzelek. Element, który na siłę się wciskał w układankę i się wz
iął i wykoślawił, no. A jak się wyprostował no to masz... Już nie pasuje. I co zrobić?
A te demony w tytule? Cóż... Wierzycie w demony, kochani? Demony mają czasem ludzką postać. Te, które nie mogą jej zdobyć, siedzą nam w głowach. Włażą do nich nieproszone prze szczeliny bólu, strachu, kulawej, niepoprawnej miłości czy wszystkich wspomnień, które by się najchętniej wrzuciło w ogień i patrzyło jak płoną. Tak właśnie. Ludzie mają demony, a demony mają ludzi. Kółko się zamyka. A głos w głowie nadal mówi ci, że jesteś najpaskudniejszym, najgorszym i najpodlejszym człowiekiem, jakiego Bóg stworzył, który na domiar złego nie potrafi cieszyć się cudzym szczęściem, jest zawistny, powierzchowny, głupi i wrzeszczy bez powodu. Wyciszyć się trzeba. Niech paskudy gniją w piekle, a nie w naszych mózgach. Nikt nie chce mieć trupa w głowie, ani żyjącym trupem być. Nie o to chodzi.

Żyj a nie egzystuj. Skończ wegetować, Vesper... Co ma być to będzie. Zaufaj swojemu scenarzyście z góry i tego się trzymaj.Czekaj. Uwierz. Uwierz, cholera. Doceń i zobacz, jak wiele masz.

środa, 2 kwietnia 2014

▽ Road Trip Diet 2 ▽

Dziś był nawet dobry dzień. Nawet. Dość luźny i średnio stresujący. Szkoda, że nie jest tak codziennie. Muszę się uczyć, a tak bardzo mi się nie chce... W piątek mam wolontariat zbierania żywności dla biednych rodzin. Czuję, że powinnam zrobić coś dla innych, a nie dla siebie - jak to się zwykle dzieje. Po prostu. Koniec z wiecznym ja, ja, ja... Nie tylko ja jestem na świecie. Robiąc coś dla innych, zrobię też dla siebie. Nie będę czuła się nikim.
Bilans: 800 / 800

wtorek, 1 kwietnia 2014

▽ Road Trip Diet 1 ▽

Nie wiem, jak się ogarnąć, ale może Road Trip jakoś mi pójdzie. Limity nie za duże, ale też nie za małe (bo te małe mogłyby mnie znowu w napady wpędzić, a tego nie chcę). Zobaczymy. Mam nadzieję na pełne ogarnięcie, bo już kwiecień, a ja przypominam swojego chomika - mała, gruba kulka, która ciągle trzyma w łapkach jedzenie i mieli je zawzięcie w pyszczku, a potem zamiast pobiegać - idzie spać. Trochę to śmieszne, ale ja naprawdę żyję jak chomik... Tak nie może być. Przecież nie jestem zwierzęciem, no halo! Wakacje coraz bliżej, muszę wygrzebać z szuflady motywację i nią żyć, bo inaczej wrócę do punktu wyjścia szybciej, niż bym tego chciała. A nie chciałabym w ogóle. A szkoła mi nie pomaga - czasem wręcz dobija. I dowiedziałam się, że jestem nikim. Fajnie. Miło. Panna Nikt pozdrawia i życzy miłego dnia.
Bilans: 705 / 850

poniedziałek, 31 marca 2014

Boże, daj mi ładną twarz.

Z ładną twarzą świat bym zwojowała, a tak? Czasem wydaje mi się, że nie jest tak źle, ale jednak jest.. Przeglądam sobie stoicko Facebooka, oglądam zdjęcia znajomych - wszystkie dziewczyny takie ładne, z cudownymi włosami, promiennym uśmiechem, który nie sprawia, że przypominają wypchanego żarciem chomika, jak to się dzieje w moim przypadku, słodkie, filigranowe... A ja? Ja w tym tłumie jakaś taka mdła i bezimienna. W czarnej, starej bluzie i koszulce Rolling Stonesów. I rozklapanych butach, o. Cała ja. Czasem modlę się, żeby przypominać choć troszkę dziewczęta w zwiewnych spódniczkach, idealnie dopasowanych do wcięcia w talii, delikatnych rajstopach i urokliwych butach z kocimi mordkami. Mam jednak wrażenie, że Bóg wzdycha tylko, tracąc cierpliwość nad taką małą, niewdzięczną marudą. Bardzo chcę umieć doceniać to, co mam... ale jak? No jak? Jak być dobrym, gdy inni są lepsi? Nauczyć się być ostatnią wśród pierwszych?

niedziela, 30 marca 2014

Anioł z powyłamywanymi skrzydłami.

Człowiek z powyłamywanymi myślami. 
Każdy jest połamany - nawet anioły, a patologie są wszędzie. 
Połamana ja powoli się skleja i udaje, że siebie lubi.
Mój Anioł Stróż zbiera pióra z podłogi.
Oboje sprzątamy sobie w życiu.
Tyle, że anioły są perfekcyjne i piękne - nawet bez piór. 
Ja nie. I nigdy nie będę. Ale nie wolno przestać się starać.

To był taki pseudo-poetyki wstęp. Miałam wenę. Jakoś tak. Odkryłam nową herbatę zieloną Liptona z cytryną - ma 30% mniej cukru. Nigdy wcześniej jej nie piłam, ale stwierdzam, że jest dobra i ma 50 kcal w całej butelce. Dla jednych dużo - dla innych mało - dla mnie w sam raz. Owszem, szkoda marnować kalorie na picie, ale czasem mam taki kaprys. Zły ze mnie człowiek, bo ulegam kaprysom, ale cóż.. Nie tak bardzo jak kiedyś, mimo wszystko. Rano w biegu pochłonęłam płatki, nawet nie wiem, ile mogły mieć... 200? 300? Coś koło tego. Czeka mnie dziś obiad z gośćmi w Gołuchowie. Milutko. Ciekawe, co zjem? Jakoś nie chce mi się nad tym zastanawiać. Wczoraj cały dzień się uczyłam - od rana o 11 korki z matmy, potem czytanie Makbeta na poniedziałek, rosyjski, bo kartkówka i jeszcze historia... Cudowne życie uczennicy najlepszego (ponoć) liceum  w mieście, które uczyć nie umie, a umie wymagać. Chore.


niedziela, 23 marca 2014

Nie wolno przebywać z ludźmi, którzy psują nam charakter.

Po prostu nie. Czasem mam wrażenie, że poznałam nie tych ludzi, co trzeba... Nie rozumiem. Zrobiłabym jakąś wymianę znajomych na ludzi, którzy wywarliby na mnie lepszy wpływ, niż do tej pory. Oni mnie zniszczyli, prawdę mówiąc... Oczywiście, moja też w tym wina, bo się zgadzałam, kiedy trzeba było powiedzieć zwyczajnie "nie", ale cóż... Błędy życia. Przed nimi nie ucieknę, ale je naprawiam. Naprawiłam wszystkie. Dokumentnie. Tylko co dalej? Muszę wierzyć. Mocno. Mocniej, niż dotychczas. Tylko tak uratuję moje podziurawione, poplamione "ja", które wytacza się z rowu porażek i zażenowania życiem ku świetlanej (?) przyszłości. Poza tym ostatnio ograniczałam stopniowo jedzenie i od jutra będę jeść więcej owoców i rzeczy około-owocowych, ale bez cukru. Dziękuję za uwagę, idę uczyć się fizyki (chociaż ani troszkę mnie ona nie obchodzi). Trzymajcie się! Na dziś tyle mojego gadania.

sobota, 8 marca 2014

Uzależniona, zdziczała introwertyczka.

Bo umiem i lubię być sama, ale to jest okropna pułapka, gdy zacznie ci być dobrzej samej. Uzależnisz się od głupich seriali. Zdziczejesz.

Więc dziczeję. Od ponad tygodnie leżę ze skręconą kostką i pomijając bardzo sporadyczne odwiedziny kogokolwiek, stwierdzam, że potrzebowałam tego. Czasu tylko dla siebie i nikogo więcej. Odkąd zauważyłam, że się zmieniam i chcę stać się lepszą sobą, mój dystans do niektórych ludzi i wspomnień z nimi związanych wzrasta szybciej, niżbym tego chciała albo się tego spodziewała. Ale czuję się z tym dobrze - przynajmniej w większości. Nie potrzebuję niektórych ludzi i choć brzmi to okrutnie, to prawda. Nie umiem nikomu powiedzieć wprost "wybacz, przeżyliśmy to i owo, ale przez ciebie robiłam rzeczy, których nie powinnam i teraz żałuję, więc wynocha z mojego życia, bo robię w nim porządek i dla ciebie nie ma w nim miejsca". No nie da się tak powiedzieć. A chciałabym. Ludzie tak mnie teraz denerwują, że wolę być czasem sama ze sobą i moim wymyślonym światem książek i seriali. Głupie? Na pewno. Ale tak jest. Czuję jednak wewnątrz palącą potrzebę oderwania się od "kiedyś" i oddalenia na tyle na ile to możliwe od osób, przez które zachowywałam się tak, a nie inaczej. Bo chcę być dobrą, porządną osobą. Śmieszne? Może. Nie obchodzi mnie to. Ja sama o sobie decyduję i już nie będzie tak, że rzucam się na ochłapy pseudo-uczuć od ludzi, którym nie zależy i poniżam się, bo jestem warta więcej. Jakkolwiek jestem daleka os całkowitej samoakceptacji, tak wiem, że to nie zainteresowanie ludzi jest miarą mojej wartości, ale ja sama i moje decyzje. Dlatego oddalam się od tych, których wpływ sprawił, że decydowałam pochopnie i źle. I tyle.

W psychologii jest takie pojęcie „błysk” to jest moment kiedy człowiekowi w głowie się wszystko zmienia, kiedy nagle dociera do niego cos co było oczywiste od lat, ale teraz nabrało innego wymiaru.