Żałosna. Tyle mogę teraz o sobie powiedzieć. Co gruba świnia robiła w dni wolne? ŻARŁA! Jak to świnia ma w zwyczaju... Czemu ja marzę o chudości, skoro przy każdej okazji żrę? Czemu ja w ogóle marzę? Mnie nic się nie należy. Absolutnie nic... Dobra, nie mogę się wiecznie nad sobą użalać, choć jak widac to właśnie wychodzi mi najlepiej... Mówię sobie: "Zapomnij. Jadłaś 2000 kcal dziennie zamiast 200 i trudno. Było, minęło. Za-po-mnij." Ale sama siebie nie słucham... Bo Ana mówi mi co innego. Mówi... nie, nie mówi - ona krzyczy. Wrzeszczy na mnie: "Ty opasła idiotko! Spójrz, co narobiłaś! To tak mnie szanujesz?! Żrąc ile dusza zapragnie?! Jak ci nie wstyd, grubasie! Utyjesz! Zobaczysz... Utyjesz!" I tak w kółko. Znienawidziła mnie. Całkiem zrozumiałe. Ja też siebie nienawidzę. Już od dawna, ale teraz jeszcze bardziej... Nie wiem, czemu tyle jem... Może dlatego, ze ciągle byłam w gościach, u rodziny, albo ktoś u mnie był... I mama upiekła ciasta, tatuś kupił lody, koleżanka sięgnęła po ciastko, więc ja też, a jakże... i tak to szło. I zbierała się kaloria do kalorii... Mam za swoje. Pierdolony grubas. Te napady mnie wykończą... Od jutra MUSZĘ, po prostu muszę się ogarnąć i nie ma innej opcji. Nie zostawię Any, nawet jeśli coraz bardziej się od niej oddalam. Ona wciąż jest ze mną, tylko strasznie mnie teraz nienawidzi. Zmienię to. Obiecałam jej. Od jutra (ach, jak nie cierpię tego sformułowania -.-) będzie nie więcej, niż 500 kcal - czyli tak jak być powinno. Ciekawe, co rano waga pokaże... Boję się... Amen.niedziela, 4 listopada 2012
Niech mnie szlag trafi! Błagam...
Żałosna. Tyle mogę teraz o sobie powiedzieć. Co gruba świnia robiła w dni wolne? ŻARŁA! Jak to świnia ma w zwyczaju... Czemu ja marzę o chudości, skoro przy każdej okazji żrę? Czemu ja w ogóle marzę? Mnie nic się nie należy. Absolutnie nic... Dobra, nie mogę się wiecznie nad sobą użalać, choć jak widac to właśnie wychodzi mi najlepiej... Mówię sobie: "Zapomnij. Jadłaś 2000 kcal dziennie zamiast 200 i trudno. Było, minęło. Za-po-mnij." Ale sama siebie nie słucham... Bo Ana mówi mi co innego. Mówi... nie, nie mówi - ona krzyczy. Wrzeszczy na mnie: "Ty opasła idiotko! Spójrz, co narobiłaś! To tak mnie szanujesz?! Żrąc ile dusza zapragnie?! Jak ci nie wstyd, grubasie! Utyjesz! Zobaczysz... Utyjesz!" I tak w kółko. Znienawidziła mnie. Całkiem zrozumiałe. Ja też siebie nienawidzę. Już od dawna, ale teraz jeszcze bardziej... Nie wiem, czemu tyle jem... Może dlatego, ze ciągle byłam w gościach, u rodziny, albo ktoś u mnie był... I mama upiekła ciasta, tatuś kupił lody, koleżanka sięgnęła po ciastko, więc ja też, a jakże... i tak to szło. I zbierała się kaloria do kalorii... Mam za swoje. Pierdolony grubas. Te napady mnie wykończą... Od jutra MUSZĘ, po prostu muszę się ogarnąć i nie ma innej opcji. Nie zostawię Any, nawet jeśli coraz bardziej się od niej oddalam. Ona wciąż jest ze mną, tylko strasznie mnie teraz nienawidzi. Zmienię to. Obiecałam jej. Od jutra (ach, jak nie cierpię tego sformułowania -.-) będzie nie więcej, niż 500 kcal - czyli tak jak być powinno. Ciekawe, co rano waga pokaże... Boję się... Amen.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz