Ja też nie. Fu, co za paskudny dzień. Ukatrupić tego, kto wymyślił poniedziałki! -.- I fizykę. O tak - ich obydwu. ;P Jakoś mnie ten dzień zmęczył, nie wiem czemu... Przed chwilą wróciłam z miasta - kupiłam w H&M nową kurtkę na zimę (bo menda zdecydowała się przyjść już w październiku...) i cieplutki wełniany komin. :) Podniosły mnie te zakupy na duchu, bo kurteczka dwa rozmiary mniejsza, niż przed rokiem. Nie mam pojęcia, jak mogłam kiedyś szukać na wieszaku XL lub dużego L, kiedy teraz ubolewam nad brakiem M... To naprawdę dziwne. Aż niepojęte... Ale chciałabym, żeby moim rozmiarem było XS, albo chociaż, żeby S było luźne. Ale póki co grubas może o tym tylko pomarzyć, bo w żaden z tych cudownych rozmiarków za żadne skarby się nie wciśnie. W każdym razie JESZCZE nie. ;) Wszystko przede mną. Dzisiaj pierwszy dzień mojej cudownej diety. Wprowadziłam jednak małą zmianę i zamierzam pościć jutro, bo w piątek będę u rodziny i z pewnością od obiadu się nie wymigam, nawet przy najszczerszych chęciach. Oby tylko jutro się udało. Trzymajcie kciuki! :) A oto, co dziś zjadłam:
- owsianka błyskawiczna Goody (260 kcal - nie mam bladego pojęcia, czemu aż tyle, skoro NesVita chociażby ma ok. 200, ale tata taką ostatnio w Lidlu kupił...)
- małe jablko (35 kcal)
- 100g kurczaka w sosie i 3 płaskie łyżki ryżu (160 kcal)
razem:
455 kcal


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz