Człowiek z powyłamywanymi myślami. Każdy jest połamany - nawet anioły, a patologie są wszędzie.
Połamana ja powoli się skleja i udaje, że siebie lubi.
Mój Anioł Stróż zbiera pióra z podłogi.
Oboje sprzątamy sobie w życiu.
Tyle, że anioły są perfekcyjne i piękne - nawet bez piór.
Ja nie. I nigdy nie będę. Ale nie wolno przestać się starać.
To był taki pseudo-poetyki wstęp. Miałam wenę. Jakoś tak. Odkryłam nową herbatę zieloną Liptona z cytryną - ma 30% mniej cukru. Nigdy wcześniej jej nie piłam, ale stwierdzam, że jest dobra i ma 50 kcal w całej butelce. Dla jednych dużo - dla innych mało - dla mnie w sam raz. Owszem, szkoda marnować kalorie na picie, ale czasem mam taki kaprys. Zły ze mnie człowiek, bo ulegam kaprysom, ale cóż.. Nie tak bardzo jak kiedyś, mimo wszystko. Rano w biegu pochłonęłam płatki, nawet nie wiem, ile mogły mieć... 200? 300? Coś koło tego. Czeka mnie dziś obiad z gośćmi w Gołuchowie. Milutko. Ciekawe, co zjem? Jakoś nie chce mi się nad tym zastanawiać. Wczoraj cały dzień się uczyłam - od rana o 11 korki z matmy, potem czytanie Makbeta na poniedziałek, rosyjski, bo kartkówka i jeszcze historia... Cudowne życie uczennicy najlepszego (ponoć) liceum w mieście, które uczyć nie umie, a umie wymagać. Chore.





