No i tak chyba będzie póki co... I do jednego i do drugiego na razie się przyzwyczaję - i do tego, że nie mam wystarczająco dużo czasu dla siebie i nie mam czasu dobrze jeść (choć to marna wymówka). Przeszkadza mi tylko fakt, że czuję jak chodząca kostka smalcu... Ale ponoć jestem śliczna i wcale nie gruba. Ale ja nie umiem wierzyć nawet tym, których kocham. To głupie. Tak bardzo. A w czwartek zmywam się wcześniej z lekcji, wsiadam w PKS i jadę odwiedzić grób babci. Do samego centrum Polski. Należy jej się za te wszystkie rzeczy, które dla nas zrobiła. Wciąż jej śmierć gdzieś tkwi w świadomości mojej i mamy. I boli. Cholernie. Czas nie leczy ran, moi drodzy. A moje blizny na udach też się od pół roku nie goją... Ogólnie syf, ale jest stabilnie. Dziś zjedzone: blisko 800 kcal. Nie planuję więcej. To i tak za dużo. Spadam na norweski (tak, uczę się go dodatkowo pod kątem studiów). Trzymajcie się!

W sumie to tak dziwnie chyba, bo ja właśnie jak mam mnóstwo do roboty, to raczej nie mam czasu jeść w ogóle
OdpowiedzUsuńA norweskiego długo się już uczysz?
Trzymaj się ; *
A ja jem - szybko i byle jak. W tym problem. :c Ech, no zerowa motywacja... A norwega się uczę od tego roku ;>
UsuńEej 800 kcal to nie jest źle. :)
OdpowiedzUsuńNo niby... ale wołałabym mniej.
Usuńgdybyśmy wierzyły w to co mówią nam ludzie, nie miałabyśmy any... ale to takie zboczenie w główce. to nas łączy.
OdpowiedzUsuń