poniedziałek, 24 grudnia 2012

Nienawidzę świąt.

Nienawidzę! Już myślałam, że w tym roku będzie dobrze... ale zapowiadało się zbyt dobrze. Mogłam przewidzieć  że coś się zjebie znając moje szczęście i moją rodzinę. Nie przewidziałam. Nie przewidziałam, że po Wigilii ucieknę do pokoju na górę, trzaskając drzwiami i krzycząc "Skończcie już z tym, do jasnej cholery!". Nie przewidziałam, że znowu będzie awantura. Nie przewidziałam, że będę słuchać dochodzących z dołu krzyków, zamknięta w ciemnym pokoju z żyletką w ręce i łzami w oczach... No, kurwa, nie przewidziałam. A trzeba było. Najwidoczniej ja nie zasługuję na normalne, wesołe Święta. Ale nie siebie mi szkoda, tylko mojej mamy. Ona jest zawsze wszystkiemu winna. A wszyscy inni pierdoleni święci... W tym roku nawet choinki nie miałam. O, takie mam piękne święta! Teraz mnie znów boli pocięte udo, ale ten znajomy tępo pulsujący ból mnie uspokaja. Musiałam coś zrobić, żeby nie zacząć wrzeszczeć na nich wszystkich jeszcze bardziej. To było jedyne wyjście. Przykro mi, rodzino. Przykro mi, że tak trudno jest wam choć raz pozwolić mi cieszyć się tym świątecznym czasem. Naprawdę mi przykro... Koniec monologu.

2 komentarze:

  1. Ja tam się zawsze nastrajam na najgorsze, bo tak właśnie jest.
    Ciągłe awantury, czemu nie!

    OdpowiedzUsuń