poniedziałek, 31 grudnia 2012

Jutro będzie inaczej, czyli podsumowanie roku...

Chcę, żeby było inaczej. Bardzo chcę... Oby 2013 przyniósł mniej rozczarowań i jak już ostatnio pisałam - wszystkiego mniej. Ten rok był bardzo dziwny... Tyle rzeczy się stało, tyle rzeczy się zmieniło - we mnie również. Naprawdę...

Powiem wam coś, co jestem Wam winna od dawna, bo... bo moje odchudzanie nie zaczęło się w momencie założenia tego bloga. Zaczęło się już przed wakacjami. Po wakacjach miałam już 11 kg mniej. Na początku roku szkolnego spadło jeszcze 2 kg. Aż nie mogłam w to uwierzyć! Ale mnie było mało. Wciąż za mało! Może przestałam być gruba, ale ja chciałam być CHUDA. Chuda i tylko chuda. Co z tego, że z 68 kg zrobiło się 55? Co z tego, że schudłam 13 kg? Co z tego, skoro wciąż jestem wielorybem? Co z tego...? A najlepsze w tym wszystkim jest to, że wtedy tak dobrze mi szło...! A teraz? Odkąd założyłam tego bloga nie schudłam absolutnie nic, zero! Pewnie jeszcze przytyłam z racji tego, ile żarłam przez święta... -.- Ech. Znowu się nad sobą użalam. Koniec! No, to tyle chciałam powiedzieć - dla ścisłości. Żeby zacząć nowy rok z czystym kontem i sumieniem.

Co do noworocznych postanowień, to możecie się domyślić jak brzmią, chociaż... może i Wam kilka zdradzę... Po pierwsze - schudnąć i osiągnąć wszystkie cele, albo przynajmniej dopiąć ten żakiet rozmiaru S, który wczoraj dostałam od znajomej z USA... Zdecydowanie przeceniła moje możliwości, bo rozpięty pasuje jak ulał, ale gorzej z zapięciem go - ściska jak cholerny gorset (co jednoznacznie mówi - SCHUDNIJ). Po drugie - mieć wreszcie cudowne święta w prawdziwie rodzinnej atmosferze, a nie wrzaski, płacze i wzajemne oskarżenia... Już ja się o to z bratem i D. postaramy. Po trzecie - wykorzystać ten śliczny czarny francuski notesik i założyć w nim zeszycik cytatów z jakimiś ładnymi ozdóbkami, no wiecie... coś osobistego. I po czwarte (i chyba ostatnie) - więcej się uczyć. Wiem, wiem - każdy tak sobie może mówić, ale naprawdę muszę się za siebie wziąć.  Aha, jednak jeszcze po piąte (i już naprawdę ostatnie) - zrobić coś z włosami! Są jak napuszona szczotka... -.- Uch. Dobra, to tyle. Zobaczymy, ile z tego uda mi się zrobić... Zobaczymy. A tymczasem, wszystkim moim czytelnikom i wszystkim, którzy się tutaj dziś zjawią szczęśliwego Nowego Roku! Niech spełnią się Wasze najskrytsze marzenia i żebyście osiągnęli wyznaczone sobie cele. Obiecuję trzymać kciuki! Do zobaczenia w 2013! :) Hope for the best!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz