Na pewno nie. Zbyt wiele rozczarowań jednego dnia. Znowu: porażki, jedzenie, porażki, jedzenie... I tak w kółko, aż do obłędu. Cholera jasna. Jedzenie z powodu porażki, porażka z powodu jedzenia. No, tak... Świrnięty człowiek to i z błędnego koła zrobi kwadrat. Czy ja nad tym kiedyś zapanuję, powiedzcie mi? Bo już sama nie wiem, czy to całe "motylkowanie" przez jakiś czas, a potem jedzenie pod wpływem impulsu, by ukoić nerwy ma jakiś sens... Niby jakoś strasznie nie tyję (zazwyczaj nie więcej, niż kilogram - półtora, który potem jakoś schodzi), ale dyskomfort psychiczny mam duży. Ogromny wręcz... Wraz z huśtawką emocjonalną idzie w parze huśtawka konsumpcji - jak jest dobrze, to jest, ale jak źle... to już tragedia. Na obydwu frontach, że tak powiem. Poza tym, szkoła mnie dobija. Z każdym dniem czuję się głupsza i głupsza, jakby mi tego jeszcze brakowało... Pomimo nauki i korepetycji, zgadnijcie na ile zaliczyłam próbny test gimnazjalny z matematyki? Na 31%... Procent powyżej absolutnego minimum i drugi najgorszy wynik w klasie. Świetnie.W zeszłym roku miałam 56%. Czyżbym aż tak zgłupiała przez rok? Może ja się już cofam w rozwoju...? Wszystko możliwe. Tępa jestem. A spojrzenia ludzi nadal mnie bolą. Ta bezwstydna ocena od góry do dołu. Brr... Nie jestem eksponatem, mnie się nie ogląda... Chce się odciąć. Chcę, żeby nie było ludzi wieczorem na ulicy, chcę, żeby nikt na mnie nie patrzył dłużej, niż to konieczne albo najlepiej wcale. Naprawdę, oglądać nie ma co...
Dziś zjedzone: jakieś 1000 kcal - mniej lub więcej... żałość bierze.
Society, crazy indeed...
I hope you're not lonely, without me.
I hope you're not lonely, without me.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz