
„Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć.” No właśnie. Może. Może wariatem jestem ja? Ba, na pewno.Tak w ogóle, to aż niepojęte, jaka każdego dnia jestem zmęczona! Jakbym nie spała kilka dni albo więcej. A przecież śpię. Dużo śpię, bo to jedyny moment, kiedy mogę odpocząć, rozluźnić się, zapomnieć o świecie i rozkoszować się snem oraz rozmaitymi wytworami mojej głowy. To może wydawać się śmieszne, ale pierwszą myślą po wstaniu z łóżka jest, aby kolejny dzień po prostu nawet nie przeżyć, lecz przeegzystować i znowu pójść spać. Bez sensu, nie? Ale tak jest. Ostatnio budząc się mam bardzo dziwne uczucie, zwłaszcza wtedy, kiedy pobudka przerywa sen. To takie... uczucie odrealnienia... no nie
wiem, jak to nazwać... Zastanawiam się, skąd to coś się wzięło i czy ma zamiar zostać na dłużej. W sumie byłoby kolejnym dziwactwem do kolekcji, obok rozmów z Aną w mojej głowie, cięcia się i początków fobii społecznej czy nie wiem tam czego. Może nawet nie początków. Już dawno stresowała mnie obecność niektórych obcych ludzi, zwłaszcza w moim wieku. Wystarczyło ich dziwne spojrzenie czy uśmiech, bym zaczęła przypuszczać, że śmieją się ze mnie, że zaraz zaczną coś komentować i że najlepiej, gdybym była już w domu. Taka mała paranoja. Pewnie ma swoją genezę już w podstawówce, kiedy bałam się wychodzić na przerwy, bo starsi mnie zaczepiali, szturchali i przezywali. Mieli ze mną nie mały kłopot nauczyciele, bo kiedy chcieli mnie wyprowadzić z klasy na korytarz, zaczynałam się szarpać, płakać i próbowałam przekonać ich, żeby mnie zostawili w klasie, a kiedy to nie działało, musieli znosić fakt, że chodziłam za nimi krok w rok lub stałam pod drzwiami klasy. Bo się bałam. Te wszystkie śmiechy, spojrzenia... nadal to pamiętam. Chyba od tego się zaczęło... Miałam przecież tylko 7 lat, a już zdążyli mnie zastraszyć, no brawo! Ludzie to jednak paskudne stworzenia. I ponoć tylko wariaci są coś warci. Cóż, chciałabym w to wierzyć... Moje dzisiejsze jedzenie:
- chleb razowo-owsiany z żółtym serem, szynką z indyka i pomidorem (180 kcal)
- jabłko (60 kcal)
- chleb na maślance i żurku z białym serem (150 kcal)
- zupa pomidorowa z trzema łyżkami ryżu (175 kcal)
razem: 565 kcal - szału nie ma...
Ładny bilans ;) . Codziennie czuję to samo, pragnę tylko dostać się jak najszybciej do domu, zapomnieć o wszystkim, uciec w sen.
OdpowiedzUsuńJa czułam strach przed ludźmi na początku gim. Teraz właściwie większość osób jest mi obojętnych.
To chyba źle..
Dziękuję ;) Bo ja wiem, czy objętość zawsze jest zła... Dla jednych tak, dla innych nie. Ja na przykład chciałabym choć raz poczuć tę zbawienną obojętność. Ale póki co chyba nie umiem... Nadwrażliwość to też nic dobrego na dłuższą metę.
OdpowiedzUsuń