poniedziałek, 26 listopada 2012

Krwawię ja i blizny moje...


Krwawimy razem. Bo tak raźniej. Gdyby tak rzucić błyskotliwie cytatem: "Krwawię, cicho żyjąc, żyję cicho krwawiąc"... Chciałabym, żeby ktoś poza N. o tym wiedział... Ona robi to samo, w dodatku od pięciu lat... Nie widzi w tym ani krztyny szaleństwa, słodkiego obłędu, magii uzależnienia... Ach, sypię epitetami jak z rękawa. Ludzie mnie o to nie podejrzewają. Są ślepi. Jak zwykle... Moje nieudacznictwo rozjebało mnie wewnętrznie... Wybaczcie tą bezwartościową notkę. Jutro napiszę o jedzeniu i takich tam... Teraz nie mam już siły. Wybaczcie...

2 komentarze:

  1. nie rób tego, nie warto

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem... cholera, wiem. Ale czasem nie potrafię się powstrzymać. A moja samokontrola bezradnie leży i patrzy... Ech.

    OdpowiedzUsuń