poniedziałek, 9 grudnia 2013

Tak bardzo mnie nic nie obchodzi.

Nic. Totalnie. Wewnątrz mnie przewala się na przemian, złość, smutek i frustracja. Znów źle spałam. Myślałam o tym, że nigdy już nikt mnie nie pokocha, bo ja się do tego zwyczajnie nie nadaję... Że moja była miłość-niemiłość znajdzie kogoś, a ja zostanę jak zwykle jak ta życiowa sierota. Niby już po części mam to w dupie, ale serce mówi, że nie całkiem. Wciąż wspominam i mnie boli łatwość, z jaką się wszystko posypało. Kurwa, nie tak miało być... Bezsensownie rozpamiętuję, a najlepsze jest to, że widząc tę osobę mam ochotę jednocześnie rzucić się w ramiona, wtulić i zapytać, czy możemy być razem raz jeszcze i równocześnie wykrzyczeć w twarz "Gówno mnie obchodzisz, nie rozumiesz?!". I jak to połączyć, co? No jak? Może powinnam poprzestać na tym, że to nieważne... Problem w tym, że nie umiem już być przyjacielem. Umiałam być dziewczyną. A że zostałam znów zdegradowana do tej mniej znaczącej roli, zamiast zachować dobre relacje, mogę je zepsuć, bo robi się ze mnie wredna suka. Przeszłam z jednej skrajności - bycia najukochańszą na świecie, do bycia podłą szmatą, która ma wszystko głęboko gdzieś. No, prawie wszystko... Nawet szmaty gdzieś tam czują. Nawet grube szmaty...
Bilans: 500 kcal (w weekend miałam małe napady, muszę odrobić)

czwartek, 5 grudnia 2013

Marzenia się nie spełniają.

Marzenia się spełnia. Usłyszałam to ostatnio gdzieś i wlazło mi do głowy... W sumie... jakby nie patrzeć do prawda. Marzenia same się nie spełnią, nie? Trzeba im pomóc wyrzeczeniem i determinacją. I to właśnie robię. Najlepiej jak umiem. Szkoda tylko, że wróciła bezsenność... Przewalam się z boku na bok przez godzinę, dwie... A rano też budzę się przed czasem i szczelnie owijam kołdrą. Któregoś dnia miałam piękny sen... Byłam w nim chuda, miałam krótkie włosy z grzywką (o których marzę), tunele... Pasowały na mnie wszystkie ubrania, jakie mi się podobały. A przede wszystkim... w tym śnie byłam odważna.
Bilans wczoraj: 460 kcal
Bilans dziś: 350 kcal

wtorek, 3 grudnia 2013

Nic nie znaczące to coś.

Zapomniałeś hasła do paru serc i kont
Odkop tę znajomość, spróbuj to połączyć w trop
Pogadanki zostaw, do czynu przejdź i... 
Nie zamykaj drzwi, nie...


Zmęczona i rozdrażniona. Wszystkim. Przepraszam, czy ten tydzień można przespać? Nie? To się pieprz, świecie. Mam cię w głębokim poważaniu... I ty - osobo, która miałaś ze mną być na zawsze, a teraz proponujesz "przyjaźń z przywilejami"... wiesz, gdzie sobie tę propozycję możesz wsadzić. Wysiadłaś z przedziału to stój w korytarzu, a nie w połowie drzwi. Nawet w pociągach są zasady. 
Bilans: 345 kcal


poniedziałek, 2 grudnia 2013

I powiesz mi, że tak naprawdę nic się nie stało...

Już dotarło do mnie, że mam przyjaciela, a nie miłość. A może to "niemiłość"? Może to tylko była przygoda... Może. Nie wiem. Wiem, że jednak nie pociągnę ABC, bo ogólnie stwierdziłam, że nie lubię tych dietowych ograniczeń, czuję presję i jakoś idzie mi gorzej, nić gdy wiem tylko, że nie chcę wyjść poza 500 kcal. I na tym będę bazować. Póki co jest super. Nawet nie myślę o słodyczach. Piję sobie zieloną herbatę i rozgrzewam oziębłe ciało. A wiecie, jaki mnie dotknął paradoks? Mój kolega jest od dwóch dni w szpitalu. Ma anoreksję. Nie miał siły wstać z łóżka... Wychowawczyni nas poinformowała. Wiedziałam, że kiedyś do tego dojdzie... Był podejrzanie chudy i zawsze rozkojarzony, gdzieś daleko w swoim, być może lepszym świecie... Jutro po lekcjach planuję go odwiedzić z dwoma innymi kolegami, o ile się uda. Paradkos leży jednak w fakcie, że powinno mnie to zniechęcić do wznawiania odchudzania, może to jakiś znak czy coś... Ale, choć jest mi go cholernie żal, to jednak mnie to nie powstrzymuje. Przecież ja mam kontrolę... prawda?
Bilans: 340 kcal

poniedziałek, 25 listopada 2013

Zimno jest. Ośmielę się rzec, że do kitu.

Przynajmniej dziś nie spieprzyłam bilansu. Zaczynam po raz któryś ABC. Bo mogę. Bo chcę. Bo tak. Mam kilka postanowień "adwentowych", a mianowicie - schudnąć, potem ściąć włosy, kupić ładniejsze (i mniejsze) ciuchy i cóż... to tyle. Miłości nie odzyskam. Zostaje przyjaźń. Nie mogę spać od kilu nocy, a jeśli już śpię to źle. W szkole śmieję się już jak zwykle, ale w domu dopada mnie coś, czego nie umiem nazwać... Jakbym była gdzieś wewnątrz wiecznie smutna, a ten smutek pojawia się tylko, kiedy jestem sama. A od jakiegoś czasu zasypiając płaczę do poduszki...
Bilans: 433 / 500

czwartek, 21 listopada 2013

Nie skomentuję tego. Już w tym tygodniu byłam niemiła.

Nie skomentuję faktu, że osoba, z którą byłam od czterech miesięcy postanowiła, że zostaniemy tylko przyjaciółmi. Lepsze niż nic, ale... Zawiedzione nadzieje bolą, do cholery. Miało być inaczej. Miało trwać rok, dwa... I co, kurwa? Wyszło jak zawsze. Udaję, że zapomniałam, ale nie, że mnie to nie rusza, absolutnie. Mam jednak jakąś głupią dumę wewnątrz, która nie pozwala odchodzić z podkulonym ogonem. Muszę demonstrować choć odrobinę uczuć, a to i tak wierzchołek góry lodowej. Przedwczoraj sie pocięłam. Obietnica poszła w pizdu. Już mnie to nie obchodzi, kochanie.
zjedzone: ok. 1000 kcal - dupy nie urywa...

czwartek, 14 listopada 2013

Nikt nie wierzy.



Ludzie nie wierzą, że potrafię się zmienić. Bo jestem głupim tchórzem. Bo jestem głupia generalnie i nie wiem, czego chcę. Bo nie wiem. Ale się dowiem. I wezmę dupę w troki i zmienię się. Jeszcze zobaczą. Zobaczą, że umiem być odważna i zdeterminowana. I szczęki opadną. Mam potrzebę robienia ludziom na złość i bardzo mi przykro. Taka już jestem.