poniedziałek, 2 grudnia 2013

I powiesz mi, że tak naprawdę nic się nie stało...

Już dotarło do mnie, że mam przyjaciela, a nie miłość. A może to "niemiłość"? Może to tylko była przygoda... Może. Nie wiem. Wiem, że jednak nie pociągnę ABC, bo ogólnie stwierdziłam, że nie lubię tych dietowych ograniczeń, czuję presję i jakoś idzie mi gorzej, nić gdy wiem tylko, że nie chcę wyjść poza 500 kcal. I na tym będę bazować. Póki co jest super. Nawet nie myślę o słodyczach. Piję sobie zieloną herbatę i rozgrzewam oziębłe ciało. A wiecie, jaki mnie dotknął paradoks? Mój kolega jest od dwóch dni w szpitalu. Ma anoreksję. Nie miał siły wstać z łóżka... Wychowawczyni nas poinformowała. Wiedziałam, że kiedyś do tego dojdzie... Był podejrzanie chudy i zawsze rozkojarzony, gdzieś daleko w swoim, być może lepszym świecie... Jutro po lekcjach planuję go odwiedzić z dwoma innymi kolegami, o ile się uda. Paradkos leży jednak w fakcie, że powinno mnie to zniechęcić do wznawiania odchudzania, może to jakiś znak czy coś... Ale, choć jest mi go cholernie żal, to jednak mnie to nie powstrzymuje. Przecież ja mam kontrolę... prawda?
Bilans: 340 kcal

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz