Jestem dumna. Pomimo tego, iż planowałam nie jeść nic i tak udało mi się zmieścić w limicie. Koleżanka zrobiła mi jedzenie. Mogłam odmówić. I tak by nie posłuchała. Obawiam się, że uda mi się przetrwać tylko dwa tygodnie diety, bo potem jadę na tydzień do znajomych, a oni nie będą zbyt wyrozumiali, jeśli o jedzenie chodzi. Żadna wymówka, powiecie. Cóż, może i nie, ale jakoś nie widzę siebie mówiącej im: Dzięki za troskę, ale dziś na śniadanie jem wafla ryżowego"... A szkoda.
Bilans:
- pierniczek (58)
- 2 kromki chleba z serem, szynką i pomidorem (360)
razem: 418 / 500

Piękny bilans. Oby tak dalej. I wiesz przez 2 tygodnie też można schudnąć :)
OdpowiedzUsuńWiem. Najwyżej "zawieszę dietę" w momencie, w którym skończyłam, podczas pobytu postaram się jeść jak najmniej, a gdy wrócę będę kontynuować.
UsuńA jednak powracasz do dietowania, powodzenia! ;*
OdpowiedzUsuńA jednak. Jednak bez diety czuję się jak nieszczęśliwa, rozpasana krowa... ._. Dzięki!
UsuńŚwietny bilans. W tym czasie, kiedy będziesz musiała jeść tak, jak Twoi przyjaciele Ci mówią, raczej nie przytyjesz. Wśród ludzi zawsze się jest aktywnym, pewnie spalisz nadmiar kalorii. :)
OdpowiedzUsuń