Stosunki między ludźmi i tak nie układają się, jak należy. Tylko pierwsze dwa tygodnie cechuje jakiś dynamizm, potem ludzie przestają być dla siebie interesujący. Maski odpadają im z twarzy i ujawniają się ich prawdziwe oblicza : szajbusów i debili, istot obłąkanych i mściwych, sadystów i morderców.
Ogólnie to nie wiem za bardzo, co ze sobą zrobić. Jem po 1000 kcal dziennie jakoś, śpię, rysuję, robię zdjęcia i rozmyślam. Sensu większego w ty nie widzę, ale cóż. Mam w głowie mnóstwo postanowień noworocznych, tylko zastanawiam się, czy wreszcie ruszę dupę i coś z nimi zrobię... Chciałabym. Wszystkim, którym coś we mnie wiecznie nie pasuje chciałabym tak ostatecznie pokazać, co mogę zrobić, jeśli coś mi się nie podoba. Mogę się zmienić. obiecywałam sobie tyle razy, a teraz czuję taką... chęć działania. Ogromną. Większą, niż kiedykolwiek. I nawet zrobiłam sobie ładne zdjęcie, o! Czuję się nie tak brzydko jak zwykle. Tylko w tych pierdolonych szczegółach mojego psującego się charakteru i faktu, ze nie wiem, czego chcę tkwi ta tytułowa beznadzieja.
Zazdroszczę chęci do zmian. Ja już nie daje rady z niczym.
OdpowiedzUsuńZnam to uczucie, ale uwierz, że można z tego wyjść. Trzeba znaleźć w sobie jakiś bodziec i iść pod wiatr.
UsuńJak sobie dobrze przemyślisz postanowienia to będzie łatwiej napewno ;*
OdpowiedzUsuńPowodzenia <3
Ja też mam postanowienia, oby nam się udało :)
W tym roku już musi :)
UsuńTrzymam kciuki kochana, będzie dobrze...*.*
OdpowiedzUsuńDziękuję <3
Usuń